sobota, 2 lutego 2008

Przygotowania do triathlonu

czyli Ironman w Australii.

Drodzy triatloniści mam dla Was niespodziankę z antypodów.
Z odległej Australii, gdzie jeden ze znanych triatlonistów przygotowuje się do swoich kolejnych zawodów ironmanowych.
Mowa oczywiście o Piotrze Leżańskim, startującym w kategorii M-50, który już wcześniej podsyłał kilka dobrych rad rowerowych:
Kupowanie roweru
Akcesoria rowerowe





Umówiłem się, że dostaniecie (za pośrednictwem tego bloga) konkretny, przygotowany dla niego plan treningowy do długiego dystansu (226 km), który może Wam posłużyć jako inspiracja lub punkt odniesienia.

Oprócz pewnej dawki ogólności, bo tego się nie da uniknąć, poznacie też jego komentarz do wykonywanych jednostek treningowych.
Uważnie śledząc kolejne odcinki będziecie mogli porównać plan i jego wykonanie oraz poznać czynniki, które zakłócają pracę sportową „na krańcu świata”.

Ponieważ wielu z Was dość dobrze radzi sobie z treningiem biegowym i względnie dobrze z rowerowym, ale wcale nie czuje się jak ryba w wodzie – to dzięki uprzejmości Piotra i jego kolegi, Ricka Condona, będziecie mogli poznać dokładny i szczegółowy plan pływania przez ostatnie 2 miesiące poprzedzające start.

A więc zaczynajmy!

Dzisiaj podsumowanie pierwszych 4 tygodni stycznia.


Na niebiesko zaznaczono trening przed pracą, na zielono – dzień wolny, a kolorem żółtym – podsumowanie tygodnia.


Oddajmy teraz miejsce Piotrowi.

„Na początek kilka słów wyjaśnienia by można było dobrze odczytywać mój plan.

Ponieważ w pracy mam co drugi poniedziałek wolny mój dzień odpoczynku waha się pomiędzy poniedziałkiem pracującym a wtorkiem, gdyż wolny poniedziałek wykorzystuję na trening. Ponieważ do pracy muszę wyjść o 7.10 więc praktycznie, i tak wstając o 5 rano, mam tylko godzinkę aby coś zrobić (gotów jestem na 5.30, a w domu muszę być o 6.30 aby wziąć prysznic, zjeść śniadanie itp.). Stąd też jeśli z programu pływania wynika 3,5 km to w praktyce mogę zrobić tylko 2 km rano; na więcej nie ma czasu.

Jazda na rowerze. Gdy są podawane czasy w minutach czy godzinach to jest to trening na trenażerze. Rano jest ciemno a i popołudniu czy w weekend nie zawsze się da wszystko zrobić na szosie gdyż jest wtedy ok. 40 stopni.
Wtedy to nawet nie próbuje wychodzić i „jadę” w domu.
Czasem też z powodu gorąca skracam długie jazdy.
Nawet gdy zaczynam o wschodzie słońca, to gdy nie ma chmur, po 100 km jest tak gorąco ze trzeba zmykać. Wtedy kończę w domu na trenażerze tak, by suma kilometrów się zgadzała. Ponieważ jeżdżę wolniutko (23- 24 km\h średnia), to przyjmuję, że na trenażerze robię 30 km/h, łatwo wtedy obliczać przebiegi. Kilometraż tygodniowy podaję już przeliczony na km.

Z moich dwóch porannych biegów jeden staram się pobiec w przyzwoitym tempie – np. w ubiegłym tygodniu pierwsze 10 km było w 48:30, drugie w 55 minut, a długi bieg wyszedł w przeciętnym tempie 5:35.

Teraz podsumowanie miesiąca:

Przede wszystkim ulga, że już 1/3 tego cyklu za mną.
Największym problemem jest brak snu - ja lubię sobie pospać, a tu jest ciężko znaleźć czas na 8-9 godzin snu, a spałoby się więcej przy wzrastającym wysiłku. A że organizm przyzwyczaja się do wczesnego wstawania niestety w dni odpoczynku budzę się też o 5 rano zamiast o 6.30, ale za to oczywiście kiedy muszę wstać to bym spał i spał. Dni lecą szybko bo są wypełnione od 5.00 do prawie 20.00 treningami. Do tego dochodzi praca.

Generalnie czuję się dobrze, nie mam (odpukać) żadnych kontuzji i czuję, że organizm przyzwyczaja się do wzrastającego wysiłku.
Żeby nie było wątpliwości - ten mój program nie jest startem z niskiego pułapu treningowego, bo miałem raczej solidny podkład - na początku listopada zrobiłem 1/2 IM, potem, po regeneracji, dociągnąłem pod koniec grudnia do poziomu ok. 3 km pływania, 90-120 km jazdy na rowerze i 20+ km biegu.
Wtedy, od początku stycznia, zacząłem systematyczne zwiększać objętość.

Teraz jestem już na takim poziomie objętości, gdzie w środku tygodnia już praktycznie, oprócz pływania, więcej robić nie mogę, choćby ze względu na brak czasu; obciążenia będą rosły w weekend na długich jazdach i biegach.

Program styczniowy praktycznie wykonałem w całości.

Opuściłem jedną sesję pływania, gdyż musiałem zostać dłużej w pracy.

Jeden z moich biegów w środku tygodnia staram się pobiec w szybszym tempie ale w zeszłym tygodniu pobiegłem 8 km w tempie 4.35 co było ciut za szybko, czułem nogi następnego dnia. Dziś (koniec tygodnia i pod koniec stycznia) 10 km było w ok. 4.55 i czułem się po tym dobrze, mimo że już o 5.30 było 26 stopni i była bardzo wysoka wilgotność.”

***

Prawda, że pasjonujące?!

Ciąg dalszy zmagań Piotra (plany, komentarze) już niedługo.

Brak komentarzy: