piątek, 27 grudnia 2013

Bieganie minimalistyczne - część 2

W części pierwszej wyjaśniłem jak należy rozumieć termin "bieganie minimalistyczne", jakie są jego wady i zalety oraz czym się różni bieganie "z palców" od biegania "z pięty".

Przypomnę, że przejście do biegania "z palców" jest bardzo proste: albo masz silny aparat ścięgnisto-mięśniowy stopy i podudzia i możesz od razu zmieniać technikę biegu, albo musisz wzmocnić te części swojego ciała nie rezygnując z butów do biegania ze wsparciem. Zbyt szybkie przejście na buty minimalistyczne lub startowe najczęściej skończy się urazem.


Ten filmik pomoże wykonać potrzebne ćwiczenia:





Jest kilka czynności, które można wykonywać równolegle: 

  • wzmacniać mięśnie nóg, zwłaszcza stopy i łydki 
  • zmienić obuwie do codziennego chodzenia 
  • kupić startówki i wykonywać w nich krótkie treningi parę razy w tygodniu 

i najważniejsze, dwie rzeczy: 

  • zmniejszyć masę ciała 
  • zmienić technikę biegu 


Każde z tych czynności należy wykonywać stopniowo. Nie spieszyć się. Proces rozłożyć na tygodnie i miesiące. Pamiętasz jeszcze to słowo: „przemiana”? Nie osiągniesz celu w dzień lub dwa, ale w sezon lub dwa sezony na pewno. Cierpliwość, to słowo, którego znaczenie trzeba dogłębnie poznać. 


Trzeba się nauczyć rekompensować brak wsparcia w bucie siłą wiązadeł, ścięgien i mięśni. I co jest najważniejsze: technikę biegu możesz doskonalić i zmieniać w swoich dotychczasowych butach. Będzie to działanie ze wszech miar poprawne! Wymuszenie takiego działania przez zmianę butów na minimalistyczne - już nie! Chyba, że lubisz się cierpieć.

***


Słowo o triathlonistach.

To są "zapracowani" ludzie. Czasu na trening jest zawsze za mało, stąd pogoń za wszelkimi nowinkami, które mogą go ułatwić, przyspieszyć czas dojścia do oczekiwanych efektów, poprawić wynik przy utrzymaniu dotychczasowego zaangażowania treningowego.
Często jest to bezkrytyczne naśladownictwo innych, m.in. poprzez rezygnację z butów stabilizujących, wspierających, z wysoką piętą, grubą, amortyzującą podeszwą, korygującymi wkładkami, etc. na rzecz obuwia minimalistycznego (bo lekkie, a nogi są już zmęczone!).
Niestety, podobnie jak większość biegaczy, nie mają wystarczającej siły do tej zmiany.

Na dodatek triathleci biegają po jeździe na rowerze. Po długim czasie spędzonym na pracy w wysokim rytmie, z ciągle rozciągniętymi mięśniami grzbietu i skracanymi, na skutek długotrwałego, monotonnego wysiłku mięśniami nóg.


Aplikowanie sobie na siłę biegania "z palców" skończy się bólem, a wiadomo co ból może oznaczać.


Przemiana - pamiętasz to słowo z pierwszej części?


***


I właśnie teraz jest ten moment i to miejsce, by podać prostą, skuteczną i zawsze działającą receptę na bieganie minimalistyczne dla każdego:




NAJPIERW ZMIANA TECHNIKI,

POTEM ZMIANA BUTÓW


Nigdy odwrotnie!

***

Technikę biegu możesz zmieniać i doskonalić w swoich dotychczasowych butach.
Tak właśnie rób.
Będzie to działanie poprawne.
Wymuszenie zmiany techniki przez zmianę butów - już nie.


Zacznij od rozbiegania boso. 
Od zmiany butów do chodzenia na co dzień. 
Wykonuj ćwiczenia wzmacniające.
Wprowadzaj elementy techniki w trakcie treningu (np. w trakcie rozgrzewki lub raz w tygodniu krótką sesję truchtu z odpowiednią i pożądaną techniką).
Zmień buty do biegania na takie, dedykowane dla twojej biomechaniki biegu, z bardziej elastyczną podeszwą (możesz to sam sprawdzić, patrz zdjęcia poniżej). Następną parę kup bardziej elastyczną, aż do osiągnięcia pożądanego ideału.
Skróć krok, unoś wyżej kolana, podnieś częstotliwość kroków.
Jeśli opanujesz bieganie z palców, to w trakcie zawodów, czy dłuższych treningów zmieniaj technikę biegu.
Na przemianę potrzeba czasu, a niewłaściwie dobrany wzorzec postępowania będzie sumą błędów, które zaowocują kontuzją, nie poprawą!


***

Sprawdzenie elastyczności podeszwy jest bardzo łatwe:

po prostu skręć but, tak jakbyś wykręcał pranie.

Poniżej trzy modele butów opisywane przez producentów jako startowe, startowo-treningowe, od najtwardszego po najbardziej miękki (z tych jakie posiadam).





Jak widać, nie są nadmiernie miękkie.

***

Uwaga na iluzoryczną poprawę techniki. 

Bieganie to nie jest tenis, gdzie zła technika uderzenia piłki jest widoczna sekundę później i już w następnym uderzeniu można błąd korygować. W biegu zmiany mogą być niezauważalne przez trenującego, odbywać się na przestrzeni paru kilometrów, a więc będą wyrażane setkami kroków. Utrwalającymi dobrą technikę lub złą, a zła objawi się kontuzją.

***

Badaniami nad bieganiem naturalnym (minimalistyczne obuwie, boso, „z palców”) stojącym w opozycji do biegania w butach zajmowali się naukowcy (laboratorium Rodgera Kramsa z Uniwersytetu Colorado; wyniki opublikowano w „Medicine & Science in Sports & Exercise, 2012).
Badano wydajność pracy (pomiar zużycia tlenu) wraz ze wzrostem ciężaru na stopie (a jak wiadomo buty stabilizujące, z wkładkami i „systemami”, są ciężkie) zarówno w butach, jak i boso.

Pierwszy wniosek nie był niczym nadzwyczajnym: 


  • wraz ze wzrostem ciężaru rośnie zużycie tlenu, tak ok. 1 % na każde 100 g
(„+” dla zwolenników biegania naturalnego, zdejmij buty będzie łatwiej).

Drugi wniosek już tak:


  • biegacze w butach zużywają mniej tlenu!
A więc bieganie w butach pochłania mniej energii niż bieganie boso.
(„+” dla biegaczy „obutych”, ale obutych w obuwie lekkie, startowe!).

Trzeci wniosek z badań:


  • bieganie boso nie oferuje metabolicznej przewagi do lekkich butów (startówek).

Na koniec jedna uwaga, bardzo ważna uwaga!
Wszyscy biegacze biorący udział w eksperymencie biegali „z palców”! Miało to na celu wykluczenie wpływu techniki biegu na wyniki doświadczeń.

Wniosek najważniejszy z tego badania jest taki:
jeśli masz wypracowaną technikę biegu „z palców” - używaj butów startowych (startówek lub obuwia minimalistycznego) do treningu i zawodów, nie biegaj boso!


Jeszcze raz na koniec.

Kolejność postępowania jest następująca:
NAJPIERW ZMIANA TECHNIKI,
POTEM ZMIANA BUTÓW

To nie jest trudne, choć na początku łydki potrafią boleć przez długie dni.


poniedziałek, 9 grudnia 2013

Bieganie minimalistyczne - część 1

Już od pewnego czasu termin „bieganie minimalistyczne” przestał dziwić i szokować. Dokonał w umysłach biegaczy przewartościowań i po gwałtownym wejściu „na salony” okrzepł i jest traktowany jak stary bywalec. Powoduje to, że ciągle zapalają się do takiego biegania kolejne grupy miłośników biegania.


Sam termin nieco ewoluował i jest rozumiany:
  1. jako bieganie w butach na cienkiej i miękkiej podeszwie pozbawionej amortyzacji
  2. jako bieganie na boso (choć zwolennicy takiego biegania używają terminu „bieganie naturalne”)

Są to dwa odmienne rodzaje biegania, za to mające (a przynajmniej powinny mieć) jedną rzecz wspólną:
  • technikę biegu

Zacznę od butów.
Buty do biegania mają zapewnić wygodę i komfort w intensywnym użytkowaniu. Niespełnienie tych warunków powoduje niemożność treningów, bo nie można przy każdym kroku myśleć o tym co się dzieje na, przy i wokół stopy.
Buty chronią, wspomagają, z odpowiednimi wkładkami korygują i ułatwiają bieganie.

Twórcy butów minimalistycznych zadawali sobie pytanie:
Czy na pewno ułatwiają i pomagają?
Wywodzili swoje argumenty od narodzin, boso, aż po różnego rodzaju cywilizacje, które nie miały problemów ze stopami (a nawet nogami, czy kręgosłupem) dopóki nie włożyły sobie zamiast kawałka skóry pod stopę kauczukowej, grubej podeszwy, by było miękko i jeszcze bardziej wygodnie.

Przedstawiali zalety obuwia „o cienkiej podeszwie”:
  • mocna stopa i podudzie (przez pojęcie „mocna” należy rozumieć budowę kostną wraz z prawidłowym wysklepieniem stopy oraz kompletny aparat mięśniowo-ścięgnisty)
  • lepsze ułożenie i dopasowanie butów
  • inna technika biegu gwarantująca m. in. błyskawiczną zmianę tempa
  • wyższy rytm biegu (zbliżony do rytmu pedałowania, co jest ważne dla triathlonistów)
  • lepsza amortyzacja i kompensowanie wstrząsów przenoszących się na biodra i kręgosłup
  • etc.
Do dzisiaj, mimo pełnoprawnego istnienia na rynku butów do biegania minimalistycznego, wywołuje ono wiele kontrowersji. U jednych jest przedmiotem uwielbienia, innych doprowadza do wściekłości.
Jedni odnaleźli ulgę w takim bieganiu, inni pasmo kontuzji i urazów.
Moda na bieganie minimalistyczne i pragnienie takiego biegania jest też i u nas.
Czy każdy się nadaje do takiego biegania?
W zasadzie tak, ale pod jednym warunkiem, a warunek ten opisuje jedno słowo:
przemiana.

I w tym miejscu dochodzę do sedna sprawy. Bieganie minimalistyczne, to odpowiedź na pytanie, która technika biegu jest lepsza:
ta „z pięty”, czy ta „z palców”?

O co chodzi?
O tę część stopy, która jest pierwsza stawiania podczas lądowania na podłożu.

Biegający „z pięty” najpierw uderzy piętą o podłoże (bardziej na zewnątrz pięty), przetoczy stopę lekko przez łuk stopy i odbije się gdzieś z okolic palucha i palca środkowego. Współczesne obuwie biegowe, zaryzykuję twierdzenie, wymusza też taką technikę (oprócz tzw. „startówek”), co nie jest zmową producentów, tylko odpowiedzią na potrzeby rynku masowego biegania, który tworzą ogromne rzeszy amatorów nie tylko nie przyzwyczajonych do biegania, ale nawet mający problemy z długimi marszami. Ich stopy muszą być wspomagane.

Część ląduje na palcach (a tak naprawdę na śródstopiu), opada na całą stopę (to jest właśnie ta naturalna amortyzacja, którą zachwycają się zwolennicy minimalizmu) i odbija się z palców (odbicie jest takie samo jak przy bieganiu z pięty). To jest bieganie z palców (śródstopia). Biegający „z palców” o wiele łatwiej przechodzi się do bardzo szybkiego biegu, co jest nie bez znaczenia na ostatnich, finiszowych metrach.

Są też biegający na śródstopiu. Ląduje na zewnętrznej krawędzi stopy (za małym pacem, typowa supinacja), opiera stopę, opiera piętę i odbija się jak to opisano wyżej.

Czyste bieganie „z palców” prawie nie istnieje (pomijam wykonywane specjalne ćwiczenia), a jeśli tak, to mistrzami tej techniki są sprinterzy.

Główny podział:
  1. krótsze dystanse charakteryzują się biegiem z palców, dłuższe z pięty
  2. zawodnicy częściej biegają z z palców, amatorzy w zasadzie tylko z pięty

I wracam do słowa: przemiana.
Jeśli zmiana będzie zbyt gwałtowna, czyli postanowisz, że od dzisiaj biegasz tylko w obuwiu minimalistycznym odstawiając swoje buty ze wsparciem, to najprawdopodobniej jesteś na prostej, łatwej i szerokiej drodze do zapewnienia sobie kontuzji i zapewne dość długiej przerwy w bieganiu.

Zwolennicy biegania minimalistycznego argumentują wykorzystanie łuków stopy, które w „normalnych” butach są wspierane przez formowaną i usztywnianą podeszwę oraz modelowane wkładki, a przez to ich czynność jest mocno redukowana. Praca łuków stopy pociąga za sobą mocniejszą pracę łydki i odciążanie kolana (i wyżej, wzdłuż ciała zgodnie z łańcuchem kinematycznym), ale… może przyczynić się do zwiększenia urazów ścięgna Achillesa i rozcięgna podeszwowego.

Tymczasem rozwiązanie jest bardzo proste:
albo masz silny aparat ścięgnisto-mięśniowy stopy i podudzia i możesz od razu zmieniać technikę biegu, albo musisz wzmocnić te części swojego ciała nie rezygnując z butów do biegania ze wsparciem.
Zbyt szybkie przejście na buty minimalistyczne lub startowe najczęściej skończy się urazem.

Poduszka pod piętą w podeszwie nowoczesnego buta ma za zadanie amortyzować uderzenie piętą o podłoże.
Gdy nauczysz się biegać „z palców” i będziesz używał obuwia minimalistycznego, to wiedz, że przejście na treningu czy zawodach, na bieganie „z pięty” będzie skutkowało większymi wartościami uderzenia pięty o podłoże. Jest to dodatkowe ryzyko i zwiększenie prawdopodobieństwa wystąpienia kontuzji.

***

W następnej części jak postępować, by bieganie minimalistyczne "zadziałało".


sobota, 16 listopada 2013

Triathlon poniżej 8 i 9 godzin

Wyniki, a szczególnie te rekordowe wyniki, wyrażone czasem, im mniejszym tym lepszym, zawsze wzbudzały zainteresowanie i poklask.
Triathlon broni się przed tym, bo wszelkimi podstawami kwalifikacyjnymi są uzyskane miejsca. Ale… podobnie rzecz miała się z maratonem. Do czasu.
Do czasu, aż ustalono warunki, które musi spełniać trasa, by uzyskać na niej rekord świata, a nie najlepszy wynik na świecie.
Pewnie jeszcze parę lat i dla triathlonu określą też warunki do spełnienia rekordu świata.



Nim to nastąpi popatrzcie proszę na listę tych, którzy na przestrzeni lat uzyskiwali wyniki „nie z tej ziemi”!
Skupię się na wynikach Ironman’owych wraz z jednym miejscem w Europie, które niepodzielnie dzierży palmę pierwszeństwa w szybkości wyścigu: Roth (niegdyś IM Europa, obecnie Challenge Roth).

To w Roth (Bawaria, Niemcy) padła magiczna granica 8 godzin między mężczyznami i 9 godzin wśród kobiet.
W 1991 Thea Sybesma uzyskała wynik 8:55:29, 
a pięć lat później w 1996 Lothar Leder miał czas: 7:57:02.

Otworzyło to przysłowiowy worek z wynikami, które zawodników pro wynoszą do innego świata (ba, kosmicznej galaktyki).

Nim przytoczę historyczne wyniki, chciałbym prześledzić te z otsatnich lat (tylko wyniki IM).

I jeszcze jedno zastrzeżenie:
poniższa lista nie jest pełnym zestawieniem wszystkich zawodniczek „poniżej 9 godzin” i zawodników „poniżej 8 godzin”.

Rok 2013 
Rok wyjątkowy, można powiedzieć: „dobry rok”.

IM Florida, USA 
Victor Del Corral - 7:53:12

Andrew Starykowicz - 7:55:22

Filip Ospaly - 7:58:44
Yvonne Van Vlerken - 8:43:07

Ashley Clifford - 8:49:03

Erika Csomor - 8:56:41

IM Melbourne, MAiP, Australia
Nie wliczam do zestawienia, mimo rekordowych wyników.
Powód: pływanie miało 1,9 km.

IM Texas, USA
Rachel Joyce - 08:49:14

IM Austria, Klagenfurt
Andreas Raelert - 7:59:51
Erika Csomor - 8:59:31

IM Frankfurt, ME, Niemcy 
Eneko Llanos - 7:59:58
Camila Pedersen - 8:56:01
Jodie Swollow - 8:58:43

IM Kalmar, Szwecja
Jodie Swollow - 8:54:01

IM Kopenhaga, Dania
Eva Wutti - 8:37:36

Rok 2012 
IM Melbourne, MAiP, Australia
Craig Alexander - 7:57:44
Caroline Steffen - 8:34:51
Rachel Joyce - 8:46:09

IM Frankfurt, ME, Niemcy 
Caroline Steffen 8:52:33


Rok 2011 
Kolejny „dobry rok”.

IM Port Elizabeth, RPA
Chrissie Wellington - 08:33:56

IM Texas, USA
Catriona Morrison - 8:57:51

IM Austria, Klagenfurt
Marino Vanhoenacker - 7:45:58
Michael Weiss - 7:57:39
Mary Beth Ellis - 8:43:34
Erika Csomor - 8:51:10
Diana Riesler - 8:53:34
Heleen Bij de vaate  - 8:56:11

IM MŚ, Kailua-Kona, Hawaii, USA
Chrissie Wellington - 8:55:08
Mirinda Carfrae - 8:57:57

Dodać należy, że w tym roku Chrissie Wellington uzyskała w Roth najlepszy wynik na świecie: 8:18:13, 
a Andreas Raelert zwyciężył z najlepszym na świecie czasem: 7:41:33 pozostałe miejsca i wyniki możesz sprawdzić samodzielnie:
 http://www.challenge-roth.com/en/anmeldung/ergebnislisten.html

IM Florida, USA
Ronnie Schildknecht - 7:59:42
Jessica Jacobs - 8:55:10

IM Arizona, USA
Eneko Llanos - 7:59:38
Leanda Cave - 8:49:00
Linsey Corbin - 8:54:33

Kontynuujmy  wspomnienia.

Rok 2010 

IM Austria, Klagenfurt
Marino Vanhoenacker - 7:52:05

IM MŚ, Kailua-Kona, Hawaii, USA 
Mirinda Carfrae - 08:58:36

Roth: 2 kobiety i 2 mężczyzn.


Rok 2009 

IM Frankfurt, ME, Niemcy  
Timo Bracht - 7:59:15

IM Austria, Klagenfurt 
Bella Bayliss - 8:50:13
Sonja Tajsich - 8:59:45

Roth dopisało do tej listy 5 nazwisk (czterech kobiet i jednego mężczyzny)

Rok 2008 
Ten rok należał do kobiet! I znowu dzięki trasie w Roth (cztery kobiety poniżej 9 godzin)!

IM Austria, Klagenfurt 
Sandra Wallenhorst - 8:47:26
Edith Niederfriniger - 8:59:45

Lata 2005 - 2007 

Tylko Roth, 2 x Chris McCormack, Yvonne van Vlerken, Joanna Lawn.


Rok 2004 

IM Frankfurt, ME, Niemcy 
Nina Kraft - 8:58:37

I jak zawsze Roth (dwaj sławni triathloniści: Chris McCormack - 7:57:50 i Faris Al Sultan - 7:58:57).

Rok 2003 

IM Austria, Klagenfurt 
Kate Allen - 8:54:01

Rok 2002 

IM Austria, Klagenfurt 
Lori Bowden - 8:51:22

Lata 2000 - 2001 
Bez pożądanych wyników na trasach IM.

Rok 1999 

IM Austria, Klagenfurt 
Peter Reid - 7:51:56

Rok 1998
Bez pożądanych wyników na trasach IM. 

Rok 1997 
W tym roku Roth było w cyklu IM
Luc Van Lierde - 7:50:27
Jurgen Zack - 7:51:42 
Lothar Leder - 7:56:39
Thomas Hellriegel - 7:57:21
Sue Latshaw - 8:59:31

Rok 1996 

Roth (IM)
Lothar Leder - 7:57:02

Rok 1995 
Bez pożądanych wyników na trasach IM. 

Rok 1994 

Roth (IM)
Paula Newby Fraser - 8:50:53

Lata 1992 - 1993
Bez pożądanych wyników na trasach IM. 
 
Rok 1991 

Roth (IM)
Thea Sybesma - 8:55:29

***

Wyniki poniżej 8 i 9 godzin, to nie tylko zawody spod znaku IM. Wspomniane powyżej Roth jest miejscem uzyskiwanie rekordowych czasów, które warto poważnie rozważyć w kontekście życiówki na długim dystansie, szczególnie panie!

***

Z powyższych zestawień widać, że choć Amerykanie mają duże nasycenie zawodów Ironman’owych i miejsce finałowe ściągające najlepszych na świecie (na Hawajach rzecz jasna!), to w Europie można wypracować najlepszy wynik. Zarówno w zawodach IM jak i na długim dystansie.

Miejsca gdzie „najłatwiej uzyskać czasy poniżej 8 i 9 godzin:
Roth (nie IM), Klagenfurt, Floryda, Frankfurt, dla pań dodatkowo takim miejscem są Hawaje (!).


Tylko w tych latach nie było ani jednej kobiety z wynikiem poniżej 9 godzin:
  • 1998 
  • 2005 
  • 2006 
W chwili pisania tego artykułu na kompletnej liście „poniżej 9 godzin” jest 37 kobiet.


W tych latach nie było ani jednego mężczyzny z wynikiem poniżej 8 godzin:
  • 1998 
  • 2000 
  • 2001 
  • 2002 
  • 2003 
  • 2006 
 W chwili pisania tego artykułu na kompletnej liście „poniżej 8 godzin” jest 23 mężczyzn.

piątek, 1 listopada 2013

Biegaj zdrowo

Ilość wydawanych książek o bieganiu systematycznie wzrasta na świecie, a skoro na świecie, to i w Polsce.
Obejmują one całe spektrum "kultury biegowej", każdy przejaw ludzkiej aktywności związanej lub ocierającej się o bieganie.
Wśród nich są poradniki wartościowe przekazujące dużą dawkę wiedzy, są i przeciętne, by nie rzec bełkotliwe.
Są opowieści o bieganiu z potoczystą narracją i wciągającą fabułą, są i słabe, trącące tzw. "literaturą kuchenną".
Te wszystkie pozycje tworzą różni ludzie. Zarówno fachowcy, którzy przez wiele lat doskonalili i szlifowali swój warsztat, a są i entuzjaści, którzy na fali emocji związanej z debiutem maratońskim piszą poradnik "trenera" o przebiegnięciu maratonu.

Zdjęcie okładki ze strony wydawnictwa:http://www.innespacery.pl/nowosci/44-biegaj-zdrowo.html


Niedawno otrzymałem książkę, którą chciałbym przedstawić, omówić w paru akapitach i na końcu wydać ocenę: warto kupić i mieć, i korzystać czy nie warto, bo będą to zmarnowane pieniądze i zmarnotrawiony czas na czytanie.

Autor: Lewis G. Maharam
Tytuł: Biegaj zdrowo

Książka składa się z w zasadzie z trzech części (nie jest to ten sam podział, który jest w książce):
  • pierwszej, w której poznajemy definicje medyczne, aby każdy czytelnik wiedział o czym będzie czytał i "co autor chciał przez to powiedzieć",
  • drugiej, która jest typowym zbiorem zasad trenerskich,
  • trzeciej, w której są omówione wszelakie przypadłości, urazy i kontuzje biegaczy.

Część pierwsza jest krótka. To definicje medyczne, które są wyjaśnione, opisane i często też pokazane. Niezbędna część, by w dalszej części uniknąć nieporozumień wynikających z interpretacji lub nieznajomości. Dobrze z tym koresponduje zamieszczony na końcu indeks.
Można tę część czytać, można i z powodzeniem opuścić i zaglądać do niej podczas lektury dalszych części.

Następna duża całość składa się z trzech części (podział autora), a dla niniejszego omówienia traktuję je jako jedną całość, bo dotyczą tak naprawdę jednej kwestii:
jak biegać mądrze?!

Jest to część, do której odnoszę się bardzo entuzjastycznie, bo są to słowa, które od kilkunastu lat mówię do swoich zawodników, podopiecznych i ad hoc poznawanych biegaczy łaknących jakiś porad.
Jeśli jesteś "starym", doświadczonym biegaczem, nie znajdziesz w tej części niczego nowego.
Mimo tego warto przeczytać te części, bo dzięki temu można sobie przypomnieć:
  • jakie zmiany fizjologiczne powoduje bieganie,
  • jakie są kanony zdrowego odżywiania
  • jak dobierać prawidłowo buty.
Przeczytasz kilka podstawowych zaleceń (ubieraj się stosownie do pogody, używaj wygodnych butów, etc.) i kilka podstawowych przestróg (nie zapominaj pić, trzymaj się własnego tempa, itp.).

I w ten sposób doczytać można do kolejnej części (podział autora) zatytułowanej: "Warsztat zdrowego biegania" (1/3 książki już za nami).
Z niej można się dowiedzieć:
  • czy warto i kiedy robić badania, 
  • czy warto się rozciągać, 
  • czy warto korzystać z ortez (uwaga: autor używa tego terminu do opisu wkładki ortopedycznej do buta!) i komu są potrzebne, 
  • kiedy oddawać krew, 
  • jak przeciwdziałać powszechnym i drobnym dolegliwościom,
  • jak postępować w przypadku nagłych urazów, 
  • jak zabezpieczać się przed grypą, 
  • czy biegać w czasie ciąży,
  • jakie leki stosować na tzw. "astmę wysiłkową" (sprawdźcie czy te substancje nie są na liście środków dopingujących!; aha, już widzę rumieniec i myśl o farmaceutycznym wspomożeniu sobie w uzyskaniu życiówki),
  • et cetera.

Przed nami już trzecia część książki (wg przyjętego przez mnie podziału): "Podręcznik kontuzji".

W tej części znajdziesz uszeregowane najczęściej występujące urazy i kontuzje stóp, podudzi, kolan, itp., itd. zarówno kostne, ścięgniste, jak  mięśniowe.
Każda kontuzja jest nazwana, a nastęnie podane są:
  1. objawy,
  2. przyczyny,
  3. co może zrobić lekarz,
  4. sposób leczenia.
Do tego dodany jest komentarz, często obszerny i z podaniem ćwiczeń pomagających, rehabilitujących lub profilaktycznych.
Nie brakuje w tym rysunków, które znacząco ułatwiają odbiór treści.

Na koniec autor dzieli się się spostrzeżeniami dotyczącymi śmierci wynikającymi z nagłego zatrzymania krążenia ("gorący temat" w naszym kraju) i m. in. potępia kofeinę!
Podaje także zestaw czynności do wykonania, gdy to przy nas ktoś poczuje się źle lub upadnie na trasie biegu.

Książka zawiera trzy załączniki sygnowane przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Dyrektorów Medycznych Maratonów:
  1. ogólne zalecenia zdrowotne dla biegaczy,
  2. oświadczenie o uczestniczeniu dzieci w maratonach,
  3. zalecenia dotyczące nawadniania.
Taka jest ta książka.


Czy mogę ją polecić?
Tak, z czystym sumieniem, ale...

...wypada zrobić mi kilka zastrzeżeń.

Przede wszystkim trenerzy, do których się też zaliczam, z wieloletnim stażem połowę lub nawet więcej podanych informacji znają na pamięć, lekarze, a zwłaszcza lekarze sportowi - podobnie (a pewnie na pamięć znają więcej niż trenerzy) - mogą, ale nie muszą mieć tę książkę u siebie.
Za to każdy amator, każdy biegacz, który jest pozbawiony opieki trenerskiej, klubowej, czy jakiejkolwiek innej, powinien sobie tę książkę kupić, czytać i stosować zawarte w niej porady.

Na koniec recenzji chciałbym tylko dodać, że autor jest i lekarzem, i maratończykiem z wieloletnim doświadczeniem, więc wie o czym pisze.


Autor: Lewis G. Maharam
Tytuł: Biegaj zdrowo
Wydawnictwo: Inne Spacery
ISBN: 978-83-930794-6-9 
Stron: 324




poniedziałek, 14 października 2013

Ani słowa o triathlonie

Przewrotny tytuł!

Właśnie 12 października zakończyły się Mistrzostwa Świata na najbardziej podziwianym dystansie 226 km zwanym Ironman.

Padł rekord świata u pań!
Mirinda fenomenalnie pobiegła maraton!
251 osób ukończyło poniżej 9:30, w ostatnich latach było to niemożliwe, nieosiągalne, niewyobrażalne!

Wyniki (obrazy jpg) pochodzą z tej strony

Wyniki kobiet (Rank pokazuje ich pozycję w tzw. generalce):


Wyniki mężczyzn:

Gratuluję WSZYSTKIM Polkom i Polakom startującym na Hawajach.
Wasz start to nasz powód do dumy!

Ubolewam tylko nad tym, że dla niektórych bycie Polakiem za granicą jest... powiem delikatnie: niewygodne (?).
Poniżej lista wszystkich rodaków reprezentujących nasz kraj.

Może w komunikacie wydanym za kilkanaście dni (wersja papierowa, także pdf) ulegnie to zmianie, gdyż często błąd popełnia organizator kwalifikując narodowość według miejsca zamieszkania.

W poprzednim roku tak pisałem o tym wydarzeniu.


***
A skoro ma być, a może nie być, o triathlonie, to wypada pochwalić PZTri za całkowitą zmianę wizerunku przez zmianę strony www oraz pracę nad zmianą wizerunku w ogóle, oraz chęci zmiany sposobu sędziowania.
Cieszą młodzi i nowi ludzie oraz ich zapał, entuzjazm i doświadczenie.
Powodzenia!

Dopiero Igrzyska w Rio pokażą ich pracę i będzie można oceniać czy zmiany były uprawnione czy jest jak zawsze.

Liczę też na to, że w ramach zmian PZTri, jego prezes nauczy się, że impreza rangi mistrzostw kraju wymaga jego obecności (Mietków 2013).


Kto pamięta starą stronę, ten już z ulgą przyjął zmiany w związku.

Dla miłośników triathlonu nie związanych ze sportem kwalifikowanym pozostaje portal xtri miejscem wszelakich informacji:
XTRI to dla mnie portal, który świadczy o tym jak można zapał i zainteresowania przekuć w profesjonalny sposób.

oraz portal Akademii Triathlonu:

Akademia Triathlonu to dla mnie z kolei przykład jak wykorzystywać potencjał rynku.


oba nowoczesne i profesjonalne od pierwszych chwil "wrzucenia na serwer".
Oba uzupełniają się i zazębiają. Tworzą "sieciowy" koloryt amatorskiego triathlonu w Polsce.

Jest też strona, która do niedawna zdumiewała stylistyką i treściami, a która obecnie przeżywa prace modernizacyjne (lub jakiekolwiek inne).

***
Jeśli uważasz, że pominąłem Twoją stronę - napisz.
Powyższy wybór jest moim subiektywnym i nie silę się na tworzenie kompendium polskiej sceny triathlonowej w internecie (aczkolwiek takie dane posiadam i pewnie też je opublikuję, z jak najbardziej subiektywnym komentarzem).

O internetowych sklepach dla triathlonistów,
o stronach zawodników,
o stronach klubowych,
o stronach imprez triathlonowych,
o wszelkich innych - napiszę w przyszłości.



wtorek, 1 października 2013

40. Berlin Marathon

Berlin przyciąga magią wyjątkowego miejsca na mapie światowych maratonów. Nie inaczej było w 2013 roku, gdy odbywał się jubileuszowy, 40-sty maraton w stolicy Niemiec.


Zapisy rozpoczęły się rok wcześniej i bardzo szybko skończyły się. 40 tysięcy (!)  miejsc wyprzedało się w dwa dni. Celebracja jubileuszu przyciągała biegaczy z całego świata. Chile, RPA, Nowa Zelandia, to były najdalej położone kraje, których reprezentantów widziałem.

Na dodatek trasa berlińska była i jest trasą rekordową (o czym i w tym roku można było się przekonać), co dodatkowo zachęca do startu marzących o życiówkach biegaczy.
Ja o życiówce nie myślałem, za to chciałem wraz z małżonką uczcić nasz skromny, rodzinny jubileusz i z biegowym akcentem wejść w kolejne dwadzieścia lat wspólnego życia.


Dzień przed startem na starym lotnisku Tegel odebraliśmy numery i przechodząc przez lotnicze hangary wypełnione stoiskami i wielotysięcznym tłumem nie byliśmy, powtarzam: nie byliśmy w stanie ogarnąć ogromu wystawionego do sprzedaży sprzętu.


Było wszystko, wszystkich firm, co w jakikolwiek sposób wiązało się z bieganiem lub jazdą na rolkach. Tak to trzeba najprościej ująć.

***
Niedziela, dzień startu.


Strefy startowe zostały otworzone o 6:30 (start 8:45). Z "chytrym" planem nie czekania zbyt długo ruszam w stronę Bramy Brandenburskiej o 7:30. Skutkuje to tym, że gdy po pośpiesznym marszu wciskam się, przełażąc przez barierkę, w swoją strefę słyszę głos startera: "do startu 45 sekund".


Powodem zdążenia na ostatnią chwilę jest nie tyle rozległość strefy (a ta jest zaiste ogromna), co bezmiar uczestników. 40 tysięcy biegaczek i biegaczy, to spora grupa ludzi! I każdy z nich ma jeden cel: oddać worek depozytowy i udać się w stronę własnej strefy startowej. Na przewężeniach dróg tłum prawie drepcze w miejscu i gęstnie, i gęstnieje, i gęstnieje, by po chwili rozbiec się truchtem na poszukiwania właściwych wejść.
Przy okazji: oznaczenia są wszędzie, są widoczne, i kierują bezbłędnie.

Maraton.
Bieg jest niesamowitym przeżyciem. Przede wszystkim moje nastawienie (zabawa, radość, współdzielenie uczestnictwa w tym biegu z innymi) powoduje, że nie muszę myśleć o wyniku, tempie, żelach i innych ważnych czynnikach rekordowego biegu. Z aparatem w dłoni spokojnie pokonuję kolejne kilometry.


W wielotysięcznym tłumie!
Po pierwszej minucie przebiegło obok mnie tylu biegaczy co na największym polskim maratonie, po 10 kilometrze wyprzedziła mnie sumaryczna ilość uczestników wszystkich polskich maratonów, a ciągle byłem w między ludźmi. Tłum przede mną ciągną się po horyzont (czytaj: do zakrętu), tłum za mną wyłaniał się hen, gdzieś zza zakrętu i nie było mu końca.


Przez 42 km byłem w ogromnej masie biegaczek i biegaczy z całego świata.
Niespotykane u nas, a niesamowicie motywujące. Poczucie upływających kilometrów zanikło. Był tylko bieg między ludźmi.
Biegnąc dla samej przyjemności biegu skupiam się na otaczających mnie dźwiękach, które napływają nie tylko z kilkudziesięciu (!) orkiestr rozmieszczonych przy trasie, ale też na odgłosach samego maratonu. Na dźwiękach kroków i strzępkach rozmów.

Na początku słyszę krótkie sprężyste odbicia, w strefach żywieniowych chrobot potrącanych i rozgniatanych kubków, w strefie wydawania żeli (tylko jeden taki punkt na trasie, 27 km) "mlaskanie" klejących się do "słodkiego" asfaltu podeszw, i znowu chrobot kubków, sapanie, kłapanie butów o asfalt i okrzyki radości na widok Bramy Brandenburskiej (do mety ok. 1 km).
Na 35 km dociera do mnie, że skoro to mój "specjalny" maraton, to nie mogę się starać być poniżej 4 godzin na mecie. Wtedy można by pomyśleć, że mi zależy na wyniku, a mój cel był inny. Zaczynam zwalniać, zwalniać, a od Bramy Brandenburskiej idę. Jestem jedynym idącym w tłumie biegaczy. Jestem jak kamienień toczony przez wartką wodę.


Przy tablicy oznaczającej 42 km zatrzymuję się i czekam. Mija czwarta godzina. Spokojnie, krokiem spacerowym ruszam do mety.
W tym czasie wyprzedza mnie parę tysięcy maratończyków, ale to ja napawam się okrzykami, brawami i gratulacjami wykrzyczanymi przez kibiców. Wiele lat czekałem na ten moment. Nie chcę go przedwcześnie zakończyć.


Po biegu jest... to co po biegu, a raczej to, co po ogromnym, dla 40-stu tysięcy biegaczy biegu: długi marsz przez strefę wydawania medali, folii okrywającej, pakietów z wodą i jedzeniem. A potem odebranie depozytu i... do domu.

I tak to w skrócie można ująć.

Ostatnie przemyślenia.
Na całej trasie miałem wrażenie, że Niemcy zorganizowali drużynowe mistrzostwa polsko-duńskie. Tak licznie reprezentowane były oba kraje. Wygraliśmy. Taką mam nadzieję.


Równy bieg z koszulką z hasłami, napisami ideowymi lub zaangażowanymi socjalnie lub politycznie nie ma sensu, tzn. nie ma sensu jednym tempem - widzi taką osobę tylko garstka biegnących podobnym tempem.


Raz w życiu powinno zaliczyć się tak wielką imprezę, niekoniecznie w Berlinie (choć to najbliżej), a potem można na "skromnym" frekwencyjnie maratonie w nas w kraju pobiec wymarzoną życiówkę, nie martwiąc się o przeciskanie przez tłum ponad 40 km.

***
Pozostałe zdjęcia

Strona organizatora, na której znajdziesz wyniki i wszelkie potrzebne informacje

wtorek, 10 września 2013

Triathlon Karkonoski

Czy chcielibyście by i w naszym kraju była taka elitarna i kultowa impreza triathlonowa, której uczestnicy cieszą się estymą i legendarnym wręcz podziwem dla samozaparcia w dążeniu do mety? Taką jaką jest na przykład Norseman?
Chcielibyście! Każdy by chciał. I nie trzeba od razu startować, by się taką imprezą organizowaną w kraju chwalić.


Mam dla Was wspaniała nowinę.
Otóż już w przyszłym roku będzie się można szczycić nie tylko faktem organizacji takiej imprezy, ale także i udziałem w niej!
Tak, tak, udziałem!

Otóż doskonale znany w niektórych środowiskach organizator Maratonu Karkonoskiego (w 2013 Mistrzostw Świata) Robert "Gudos" Gudowski postanowił stworzyć taki triathlon, który wpisze się w kalendarz światowych triathlonów o najwyższym stopniu trudności.


Organizacja triathlonu jest trudna, a trudnego triathlonu jeszcze trudniejsza. Wśród wielu czynników prawie niemożliwych do przewidzenia są: uczestnicy, a raczej ich umiejętności i stopień wytrenowania warunkujący czas pokonania wyznaczonej trasy w przewidzianym na to czasie. I stąd... nasza tam obecność!
Nasza, czyli:

  • Klaudiusza Cichońskiego
  • Macieja Garncarka
  • Wojciecha Góreckiego
  • Tomasza Jędrzejko
  • Romana Kądzielewskiego
  • Olimpii Łabuz
  • Adama Łaganowskiego
  • Przemysława Przywartego
  • Dariusza Sidora
  • Michała Wojtyło

Niniejszym ogłaszam ukończenie Edycji Zero Triathlonu Karkonoskiego o roboczej nazwie "Karkonoszman"!




Wyścig, choć w edycji koleżeńskiej, miał wszystko co tylko epicka impreza mieć powinna:
  • niepowtarzalny nastrój i klimat
  • nieprzeciętny wysiłek
  • niezapomniane widoki
  • niesamowite doznania
Mógłbym jeszcze kilka takich "niecośtam" mnożyć, ale nie o to chodzi. Zamiast tego przybliżę miejsca przyszłorocznej pierwszej edycji.
Już sam ich opis przyprawia o gęsią skórkę.

***
Zaczęliśmy w Leśnej. Miejscu znanym z górującego nad jeziorem Zamku Czocha.
Ha, czujecie już zbliżający się klimat miejsca?


Pobudka była o 5:00 i było pierwsze spojrzenie na niebo. Jeszcze ciemne, bo jeszcze była noc. Widać było drogę mleczną i nic nie wskazywało na mający niedługo nadejść dzień.
Start nastąpił w przedświcie o 6:00 rano, we mgle parującej ciepłem wody.


Płynęliśmy wąskim jeziorem prowadzeni przez ledwo widoczny kajak. Hen, w górze był zamek, ale nie byliśmy w stanie go dostrzec. Niewielka przejrzystość wody nie przeszkadzała - i tak było ciemno.


Po trzydziestu paru minutach wyszliśmy na plażę. Etap pływania był poza nami.
W tym miejscu przekażę dwie uwagi.
Pierwsza, o której istnieniu uważny i zaznajomiony z triathlonem czytelnik będzie wiedział, czyli dystans. Z czasu pływania można wywnioskować, że chodzi o dystans 113 km, zwyczajowo zwany "połówką".
Druga uwaga jest taka: jeśli ktokolwiek myślałby, że ciemno i chłodna woda może odstręczać od pływania, to powinien wiedzieć, że był to najłatwiejszy etap tego triathlonu.


Skończyliśmy pływanie i rozpoczęliśmy sposobienie się do jazdy na rowerach.
Ruszyliśmy!
Przekażę krótką charakterystykę trasy:
nieustanny podjazd i zjazd do 50 kilometra, a potem... to samo tylko z o wiele, wiele dłuższymi podjazdami, o większym nastromieniu i zjazdami, niesamowicie trudnymi i wymagającymi bardzo dobrej techniki (lub niezawodnych, ciągle pracujących, hamulców), zjazdami na granicy własnego bezpieczeństwa.


Do tego natrafiliśmy na zamknięty dla nas odcinek trasy, który ominęliśmy... kolejnym podjazdem i wyczerpującym zjazdem.

Gdy zmęczeni dotarliśmy do Karpacza (4 godziny jazdy netto i ponad 1800 m przewyższeń) do naszego T2 (parking przy Hotelu Gołębiewski) dostaliśmy złą wiadomość: tak mocno wieje, że wyciąg na Kopę nie chodzi, a nasz plan zakładał zjazd po zakończeniu zawodów na Śnieżce z powrotem do Karpacza.
Szybko zmieniamy plan.


Na Śnieżkę 10 km (90 minut) w dół 10 km (90 minut), a więc razem będziemy mieli dystans około półmaratonowy, czyli potrzebny.
Zamiast przez Odrodzenie postanawiamy drogą transportową pobiec na Śnieżkę i zbiec tą samą drogą do Karpacza.
Tak uczyniliśmy, choć nieco przedwcześnie, bo już w drodze powrotnej, uczciliśmy nasz sukces!


Całość zajęła nam około 8 godzin netto ze zmianami w strefach, a z wszystkimi "przystankami wyrównawczymi" w czasie jazdy, bo wszak to edycja i zerowa, i koleżeńska, ponad godzinę dołożyliśmy do tego czasu.


Późnym popołudniem szczęśliwi i dumni z dokonanego wyczynu rozjechaliśmy się do domów.

Zapraszamy gorąco na pierwszą i oficjalną edycję Triathlonu Karkonoskiego!

My już go mamy za sobą.  :)

I gwarantujemy każdemu, który zdecyduje się na start: niezpomniane przeżycia i wieczną chwałę.

I gdy w przyszłości wbiegniesz na Śnieżkę kończąc Triathlon Karkonoski wspomnij nas, tych którzy dokonali tego przed Tobą.

***
Pozostałe zdjęcia znajdziesz tutaj.

A na stronę organizatora wejdziesz tutaj.
A to jest jego fanpage na FB.

środa, 21 sierpnia 2013

Darmowa książka o triathlonie

Nadchodzą ostatnie w tym roku starty triathlonowe
i z tej okazji przygotowałem
specjalne wydanie darmowego ebooka
"Pytania o triathlon".

Poniżej wyjaśnię na czym polega wyjątkowość tej pozycji, ale najpierw przypomnę kilka miejsc i podam kilka faktów.

Na początku kwietnia opublikowałem skierowany do wszystkich debiutantów i miłośników triathlonu poradnik: "Pytania o triathlon. O czym każdy kandydat na triathlonistę wiedzieć powinien".

Jest to pierwsza i wyjątkowa pozycja na rodzimym rynku wydawniczym, a dotycząca treningu triathlonowego skierowana do początkującego triathlonisty.

Z zadowoleniem i wdzięcznością zawiadamiam, że poprzez moją stronę ebook'a pobrano  
3000 razy!

Odwiedź stronę http://im226.blogspot.com/p/ebook.html

Poradnik został przygotowany w formacie pdf.
Jak wygląda pdf można sprawdzić pobierając poradnik.


Przy okazji pokażę jak wygląda wersja na iPada w poziomie...


i ta sama treść w pionie.


***
Teraz o specjalnym wydaniu ebook'a.
Przygotowałem wersję tekstową gotową do pobrania i odczytania na wszelkich urządzeniach zwanych czytnikami elektonicznymi.
Format: epub.

Tak wyglądają strony w układzie poziomym:



Tak w układzie pionowym:


W jaki sposób pobrać poradnik w wersji tekstowej?
Wejdź w zakładkę "free ebook", tam znajdziesz potrzebny link.



Pobrałeś?
Wspaniale, ciesz się treścią!

Pozwól innym cieszyć się razem z Tobą!

Życzę miłej lektury i satysfakcjonujących startów!

piątek, 9 sierpnia 2013

Polish list of Norseman, Celtman, Swissman

Biorąc za przykład spis polskich Ironman'ów postanowiłem sporządzić i prowadzić listę polskich Norsemanów.
Także Celtmanów i Swissmanów.

Lista na dole strony.

Zwłaszcza, że powstała strona, a pewnie i stowarzyszenie (?) inspirowane Norsemanem, trzech najtrudniejszych triathlonów: http://www.allxtri.com



Tak pisałem o Norsemanie:
Norseman (Norwegia, okolice Bergen [w dużym przybliżeniu, aby tylko pokazać rejon kraju]), to triathlon na długim dystansie (226 km) uchodzący za najtrudniejszy na świecie.
Na dodatek z mocno ograniczoną liczbą miejsc, nieznanym sposobem kwalifikacji, zróżnicowaną i zmienną pogodą, zimną wodą, wymogiem własnego supportu, nagrodą w postaci czarnej koszulki finishera (meta na szczycie; biała koszulka jest za tzw. "metę na dole"), etc., co czyni go dodatkowo bardzo atrakcyjnym i pożądanym tytułem wśród triathlonowej braci.

Strona www Norseman'a.

Moje relacje ze startu:
cz. 1
cz. 2
cz. 3
cz. 4

Relacje Adama Krzystolika

I w tym przypadku, podobnie jak we wzmiankowanej powyżej liście polskich Ironaman'ów,  warunkiem znalezienia się na liście jest podanie obywatelstwa polskiego – POL – w zgłoszeniu (możliwe, że organizator też mógł pomylić się i przypisać kraj wg miejsca zamieszkania; za to nie odpowiadam).



Podany wynik, ze względu na charakter wyścigu, jest tylko potwierdzeniem ukończenia zawodów, nie stanowi podstawy do jakiegokolwiek porównania.




NORSEMAN

Opis:
imię, nazwisko, rok startu, wynik na mecie, przyznana koszulka, opis mety wg organizatora

2005:
  1. Ireneusz Korfini - 12:57:41 - Black - 1000 meters
    Pierwszy Polak który ukończył Norseman'a.
    Warunki pogodowe nie pozwoliły usytuować mety na szczycie góry.
    Czarną koszulkę finishera przyznawano według kolejności na mecie.

2011:
  1. Dariusz Sidor - 14:50:25 - Black - Gaustatoppen
    Pierwszy Polak na Gaustatoppen.
    Warunki pogodowe zmusiły organizatora do przesunięcia pływania o 20 km; dystans ten został doliczony do jazdy na rowerze (nie 180, a 200 km). Całość liczyła 246 km, a nie zwyczajowe 226 km.

2012:
  1. Piotr Sprawka -18:52:04 - White 

2013:
  1. Adam Krzystolik - 14:57:46 - Black - Gaustatoppen
    Problemy z tzw. "starą drogą" przekonały organizatora do poprowadzenia pierwszych 40 km jazdy normalnie użytkowaną szosą i tunelami.

2014:
  1. Piotr Nowicki - 16:12:34 - White

2015:
Warunki pogodowe zmusiły organizatora do skrócenia trasy pływackiej o połowę, czyli dystans pływania wynosił nie 3800 m, a 1900 m.
Pierwszy tak liczny start Polaków w tych zawodach.
  1. Paweł Netter - 12:41:50 - Black
  2. Aureliusz Kosendiak - 13:53:09 - Black
  3. Piotr Nowicki - 14:02:39 - Black - pierwszy Polak, który dwukrotnie ukończył Norsemana i ma komplet koszulek: białą i czarną
  4. Ziemowit Sobieraj - 14:20:37 - Black 

2016:
Mokro, mokro, zimno - tak oficjalnie opisał zawody organizator. 
  1. Wojciech Chyłek  - 14:34:21 - Black
  2. Maciej Duda - 15:29:58 - Black
  3. Agata Rybus - 16:23:47 - White - pierwsza Polka na mecie Norsemana

2017:
  1. Jakub Ruzylo - 13:11:19 - Black
  2. Maciej Lasyk - 15:39:51 - Black
  3. Henryk Strzalkowski - 14:21:15 - White
  4. Bartłomiej Bielski - 15:28:19 - White
  5. Błażej Bebenca - 16:38:58 - White




***




CELTMAN

2014:

  1. Artur Kurek - 13:26:23 - Blue (kolor koszulki; może być niebieska lub biała wzorem Norsemana (czarna lub biała))
  2. Jacek Nawrot - 16:14:24 - White


2015:

  1. Wojciech Górecki - 13:55:18 - Blue
  2. Wojciech Chyłek - 14:34:32 - Blue
  3. Adam Krzystolik - 15:32:11 - Blue
  4. Paweł Bach - 17:44:39 - Blue


2016:

  1. Marcin Górka - 14:34:22 - Blue
  2. Piotr Nowicki - 16:31:21 - Blue
  3. Ziemowit Sobieraj - 16:22:52 - White

2017:

  1. Ziemowit Sobieraj - 15:19:49 - White
  2. Piotr Kaleta - 16:59:42 - White


***




SWISSMAN

2014
:

  1. Ziemowit Sobieraj - 00:25 (czas zegarowy mety) - 19:51 (czas trasy)


2015:

  1. Michał Wojtyło - 18:53 - 13:53
  2. Jacek Skowroński - 20:21 - 15:21
  3. Łukasz Wenda - 22:45 - 17:45
  4. Sebastian Szubski - 23:51 - 18:51


2016:
Komunikat organizatora dotyczący skasowania pływania i zastąpienia go biegiem na 4 km:
"Weather conditions are again extreme. Due to heavy thunderstorm the swim is cancelled. Start of a 4km run leg at 5:45"

  1. Tomasz Sawka - 21:18 -
  2. Łukasz Wysocki - 21:41 - 
  3. Dawid Stronka - 21:46 - 
  4. Paweł Bach - 22:33 - 
  5. Rafał Krzycki - 22:33 - 


2017:
Wyjaśnienia organizatora w nawiasach po nazwiskach

  1. Roman Mrozek (alternative route) - 23:47
  2. Arkadiusz Janiszewski (athlete lost some time due to closure of the road after traf c accident (no SWISSMAN athletes involved)) - 23:52 -


***






Na stronie http://www.allxtri.com znajduje się lista tych, którzy ukończyli wszystkie trzy wyścigi: http://www.allxtri.com/finisher-2/



To miejsce czeka na pierwszego Polaka.

ZIEMOWIT SOBIERAJ 

jest pierwszym Polakiem, który skompletował wszystkie trzy wyścigi cyklu: 

  • Norseman (2015), 
  • Celtman (2016),
  • Swissman (2014).


A każdy z tych wyścigów czeka na pierwszą Polkę.

Jest pierwsza Polka: 

Agata Rybus - Norseman (2016)




No i jeszcze pudło!

Tak jak i zwycięstwo!

***

Dla tych z szalonymi pomysłami - trzeba te wyścigi zrobić w jednym roku!
Kto pierwszy?



czwartek, 25 lipca 2013

Przygotowanie do Ironman'a


Dostaję nieprzerwanie pytania o własne przygotowania (rozumiem, że jest to interesujący temat dla wszystkich weteranów i osób po 40-tce) do zawodów rangi Ironman (długi dystans).
Postanowiłem połączyć przyjemne z pożytecznym, czyli dokończyć relację z IM Austria i jednocześnie opisać własny schemat przygotowań, a także odpowiedzieć na często słyszane pytanie - czy dało się złamać 10 godzin?


Najpierw relacje uczestników Radiowej Akademii Triathlonu (wg kolejności ukazywania się wpisów):

***

Teraz własne przygotowania.

Legenda:
P-t = pływanie technika
P-wt = pływanie wytrzymałość
R-kr = jazda krótka, czyli do 80 km
R-dł = jazda długa, czyli powyżej 100 km
B-kr = bieg krótki, czyli do 15 km, także wszystkie inne jednostki specjalne
B-dł = bieg powyżej 20 km
(?) = dodatkowa możliwość
/ = rozdzielenie jednostek treningowyh
+ = połączenie jednostek treningowych

Kwiecień
pn - wolne
wt - R-kr / P-t
śr - R-dł
cz - B-kr
pt -B-kr / P (?)
so - P-wt
nd - R-dł + B-kr

Maj
pn - B-kr / P-t
wt - B-kr
śr - R-dł
cz - B-kr
pt - R-kr
so - P-wt
nd - R-dł

Czerwiec (pierwsze dwa tygodnie)
pn - R-kr + B-kr
wt - R-kr
śr - B-dł
cz - R-dł + B-kr
pt - P-wt
so - P-wt (?) / wolne (?)
nd - R-dł

Czerwiec (ostatnie dwa tygodnie)
pn - B-dł
wt - wolne
śr - R-kr + B-kr
cz - R-dł
pt - wolne
so - P-wt
nd - R-dł + B-kr

pn - wolne
wt - R-kr
śr - wolne
cz - P-t / R-kr
pt - R-kr
so - B-kr
nd -IM

Ot i cała tajemnica wyniku 10:14:39


Czy mogłem złamać 10 godzin?
Tak.
Mogłem.
Ale tak się nie stało.
Kontuzja uniemożliwiała mi bieganie w objętościach i intensywnościach, które były do tego potrzebne.


W zeszłym roku, po IM Frankfurt (3:31 w maratonie), byłem przekonany, że przygotuję się na wynik w maratonie w granicach 3:20, ale już w zimie wiedziałem,  że w grę wchodzi realny wynik w przedziale 3:40-3:45 (w Klagenfurcie było 3:36).
Potrzebnych ok. 20 minut nie urwę na rowerze (budowa i skład ciała, starzejący się organizm, potrzebny czas na trening, etc.).
Założyłem 10:15-10-20 i zrealizowałem to!

Pisząc te słowa wiem, że przyszły rok poświęcę na odpoczynek, a kolejne poważne zmagania podejmę już w M-50. Poprawy życiówki już się wtedy nie będę spodziewać, za to moi zawodnicy będą wtedy łamać 9 godzin, co już powoduje bezsenność konkurencji :)

Pozostałe zdjęcia

i starty obu grup: