wtorek, 7 czerwca 2011

Czechman Triathlon 2011

Tak jak i w poprzednim roku na początku czerwca pojechaliśmy dużą grupą IM 2010 na zawody do Czech.



Trzeba przyznać, że za naszą południową granicą zaczyna się dziać wiele dobrego.
Zawody "Czechman", czyli 1/2 Ironman Czechman Triathlon weszły w skład rozgrywanego pucharu triathlonowego.

Pełny wybór startów u Czechów znajdziesz tutaj.

W stosunku do ubiegłego roku wiele się zmieniło.
I przesunięcie godziny startu z 11:00 na 12:00 jest najmniejszą zmianą.

Przede wszystkim było bardzo gorąco!
Tak gorąco, że temperatura wody "ocierała się" o nakaz pływania bez pianek!

1. Pływanie.

Czysta woda, duże ryby i ławice rybek;
opłynięcie półwyspu było dodatkową atrakcją.
Trasa "na piątkę"!


2. Jazda na rowerze.

Ponieważ okolice Wrocławia posiadają asfalt w jakości odcinków specjalnych Paryż-Roubaix, to to co zaproponował organizator Czechmana jawi mi się jako wyścig po pasie startowym. Polsce niepotrzebne są autostrady - wystarczy czeska jakość dróg.
I nawet ok. 1 km drobnej kostki dodawało raczej uroku trasie niż stanowiło przeszkodę.
Sama trasa prawie płaska, kilka podjazdów na wiadukty i w części końcowej ledwie dwie górki (na dużej tarczy dawało się radę).
No i pętla miała 45 km, co moim zdaniem jest o wiele przyjemniejsze niż 30 km.


3. Bieg.

Najsłabsza część zawodów i nie chodzi mi o przygotowanie fizyczne zawodników, ale logistykę organizacyjną.
Niestety zdarzały się pomyłki.


No i ten upał! Ponad 30 stopni!

10% uczestników wycofało się z zawodów!
To dużo.

Reszta jak najbardziej zasłużyła na miano "człowieka z żelaza".


Nie udało mi się osiągnąć zamierzonego celu: uzyskać wynik poniżej 5 godzin.
5:04, budzi moją złość i pragnienie zemsty.
Natomiast osiągnąłem cele "miejscowe":
  • chciałem być w pierwszej setce - byłem (85);
  • chciałem być w pierwszej dwudziestce w kategorii - byłem (9).
Czas jazdy na rowerze (5 w kat. i 61 gen.) przyjemnie łechce moją dumę (każdy, kto widział moją "maszynę TT" wie o czym piszę).
Nie popełniłem błędu w przygotowaniach, nie popełniłem błędu podczas zawodów - pogoda dorzuciła swoje 5 minut.
Cóż, bywa i tak.

Duże brawa dla Renaty Gawędy, która w swojej kategorii wiekowej wywalczyła PIERWSZE miejsce!


Miejsca zajęte przez członków ST IM 2010 i Polaków:

Mimo trasy biegowej zawody w pięciostopniowej skali zasługują na "5", a organizatora Tomasza Petra należy pochwalić za wysiłek w zmianie tras, które okazały się o wiele lepsze niż w zeszłym roku.

Jeśli od kogoś się uczyć, to od nich.
Jeśli startować, to u nich.
Jest mi trochę przykro pisać te słowa, ale niestety tak wygląda nasza rzeczywistość i parę chlubnych wyjątków nie zmienia tego.

Dlatego popieramy rodzime starania i... hajda do Borówna w pierwszy w'end września!

***

Pozostałe zdjęcia (autor: Katarzyna Lipiec-Sidor) znajdziesz tutaj.

Brak komentarzy: