wtorek, 30 kwietnia 2013

Wynik w triathlonie

Kontynuuję opisywanie szacowania wyniku w triathlonie, bo oprócz miejsca, które jest podstawą klasyfikacji, to każdego interesuje czas uzyskany na zawodach.

Jak to zrobić szybko przeczytasz tutaj.

Dzisiaj o tym jak postępować, by stworzyć "widełki wynikowe" pozwalające na określenie wyniku w triathlonie.

Poruszać się będziemy w sferze od wyniku akceptowalnego, przez realny, do pożądanego, czyli od minimum do maksimum.


W części pierwszej podałem w jaki sposób można określać prawdopodobny wynik w triathlonie na różnych dystansach.
Takie szacowanie jest bardzo zgrubne i może być w dwóch przypadkach przyczyną frustracji.
  • Przypadek pierwszy: nasz start wypadł znacznie lepiej niż oszacowany wynik.
  • Przypadek drugi: znacznie gorzej.

O dziwo, implikuje to poczucie niespełnienia w pierwszym przypadku, bo nieustannie kołacze się po głowie myśl, że można było szybciej.
W drugim przypadku traci się zaufanie do tak wyliczanych rezultatów (dobra wymówka), i wypiera się przyznania do nieodpowiedniego przygotowania lub nie uświadamia się sobie błędu w przygotowaniach (przestroga dla trenujących samodzielnie i przekonanych, że wiedzą lepiej, bo np. mają wcześniejsze doświadczenia zawodnicze).

Co w takim razie należy zrobić by do rozczarowania nie dorzucać frustracji?
Właściwie i umiejętnie oszacować prawdopodobny wynik na mecie.
Wymaga to odpowiedniego spojrzenia na własne umiejętności i osiągnięcia. Nie każdego stać na to.
W takim przypadku powinien poprosić, by ktoś to zrobił za niego.


Przede wszystkim należy opisać wynik pożądany.
Z tym mogłoby się wydawać jest najmniej problemu, ale przypomnę, że cel ma być realny.
Jeśli biega się po 6:00/1 km, to planowanie, że w najbliższym starcie w maratonie złamie się 3 godziny jest dużym nieporozumieniem i niezrozumieniem sposobu określania celu w sporcie.
Przypomnij sobie o tym.

Do określenia pożądanego wyniku potrzebne są wyniki cząstkowe z treningu lub wcześniejszych zawodów. Przypomina to wcześniejsze szacowanie wyniku, z tym, że teraz będzie się określać widełki wynikowe, których prawdopodobieństwo jest prawie pewne.

Rozpatrzę to na konkretnym przykładzie, który można ekstrapolować na każdy inny dystans.

Pływanie:
Jeśli 400 m przepływa się w seriach w czasie ok. 6:40, to zakłada się, że tempo 1:40/100 m utrzymane zostanie przez cały dystans 1,9 km co da wynik: 31:40 minut
Przyjmuje się 31 minut ze względu na mobilizację startową.

Przy ustalaniu wyniku pożądanego nie uwzględnia się żadnych dodatkowych i negatywnych czynników wpływających na wynik.

Sprawdza się w komunikatach z poprzednich lat ile czasu trwały zmiany.
Przyjmijmy do rozważań T1 ok. 4 minut, T2 ok. 3 minut.
Można szacować z nadmiarem, że zmiany zajmą 10 minut i mieć świadomość, że w tym ma się rezerwę parominutową.

Jazda na rowerze:
Zakłada się utrzymanie treningowego tempa i optymalną pogodę; niech to będzie 34 km/h, co daje wynik na mecie ok. 2:35.

Bieganie:
I tak jak poprzednio wiadomo z treningów lub wcześniejszych zawodów (!), że dystans 21 km da się pobiec po np. 5:30/1 km, co daje czas cząstkowy ok. 1:55, ale ma się pewność, wypływającą z treningów, że da się poprawić ten wynik o ok. 5 minut (wszak cały czas chodzi o wynik pożądany, czyli maksymalny).

Po zsumowaniu czasów otrzymuje się:
0:31 + 2:35 + 1:50 + 0:10 (zmiany) = 5:06

Jest w tym drobna rezerwa na zmianach (w naszym przypadku ok. 3 minut, daje to na mecie 5:03) i wiadomym jest, że w tym przypadku pożądany wynik będzie wynosił 4:59:59, a do wypracowania na treningach zostają 3 minuty.


Teraz czas realny.
Pływanie.
Na wynik w pływaniu wpływa bardzo silnie odporność na wspólny start, zajmowane miejsce w grupie, utrzymanie wysokiego tempa od pierwszej chwili po starcie, utrzymanie draftu.
Nie każdy to potrafi.
Powinno się już mieć zrobione sprawdziany w wodach otwartych (poprawa pływalności dzięki właściwościom pianki) i np. wiedzieć, że realnie można popłynąć 34 minuty (odpuszczenie startu).

Jazda na rowerze.
Warunki pogodowe mocno wpływają na wynik.
Założenie odnosi się do wyniku pożądanego i głosi:
Nie gorzej niż 2:40.

Bieganie.
Bierze się czas rzeczywisty z wcześniejszych zawodów lub treningów łączonych, w naszym przykładzie 1:55.

Kolejne sumowanie:
0:34 + 2:40 + 1:55 + 0:10 = 5:19

Przypuszczam, że w ten sposób realny czas będzie ujęty w widełki:
5:15 - 5:20



I wreszcie czas akceptowalny na mecie, który zakłada, że coś na trasie wyścigu może pójść źle, ale nie spowoduje to wycofania się z zawodów.

Pływanie:
Przeczekanie startu, kłopoty oddechowe, zmiana stylu w celu odpoczynku (zwłaszcza jeśli zdarzało się to w przeszłości); 36 minut.

Jazda na rowerze:
Załamanie pogody, chłód, deszcz, wiatr, ale także upał, skwar spowodują uzyskanie gorszego wyniku; jako pocieszenie wiadomo, że te warunki wpłyną na każdego uczestnika (jeśli wiadomo, że będzie niesprzyjająca pogoda, to z szacowania "czasowego" należy przejść na szacowanie "miejscowe", czyli opisanie możliwości uzyskania określonego miejsca, ale to już materiał na kolejną opowieść). Nie powinno być gorzej niż 31 km/h, co da 2:54.

Bieganie.
Jesteś pewien, że gorzej niż 1:55 nie będzie. Niezałeżnie od warunków zewnętrznych i własnych słabości.

Razem:
0:36 + 2:54 + 1:55 + 0:10 = 5:35

Akceptowalny wynik to: 5:30 - 5:35

Wyliczając w ten sposób ma się rozpiętość wyników od 5:06 (4:49) do 5:35

Jeśli uzyskany wynik nie mieści w podanych widełkach, to potrzebna jest dokładna analiza danych wejściowych i własnego podejścia do szacowania wyniku.

Możliwe jest też, że wynik na mecie będzie zawierał składowe z każdego szacowania:
pływanie - 0:36
rowerowanie - 2:34
bieganie -1:53
zmiany - 0:04
= 5:07

Nie ma rozczarowania, nie ma frustracji, jest tylko sportowa złość i obietnica poprawy wyniku następnym razem (oraz spory materiał do analizy).


Brak komentarzy: