poniedziałek, 2 stycznia 2012

Rok 2011 - podsumowanie

Rok 2011 za nami.
Przede wszystkim był to rok podejmowania decyzji o udziale w zawodach ironmen'owych. Wypadło na IM we Frankfurcie i... mimo podniesienia opłaty startowej po raz drugi w historii Polacy mają grupową szansę zaistnieć w europejskiej świadomości triathlonowej.
Po raz pierwszy było to w 2010 roku w Klagenfurcie (m. in. przeczytasz o tym tu i tu, w ramach Projektu IM 2010.
Po raz drugi będzie to miało miejsce w 2012 we Frankfurcie, już pod przewodnictwem Stowarzyszenia Triathlonowego IM 2010.
A gdzie wystartujemy w 2014 – czas pokaże.

Zdjęcie ze strony http://www.trilifeadventure.com/?tag=bella-bayliss

Rok 2011 zaskoczył wszystkich pojawiającymi się rekordami tras.
Najpierw Belg Marino Vanhoenacker pokonł dystans w Klagenfurcie (Austria) w czasie 7:45:59, co jest nowym rekordem zawodów IM organizowanych przez WTC.


Potem w Roth, w ramach serii Challenge padły dwa najlepsze wyniki na świecie na dystansie 226 km:
  • Niemiec Andreas Raelert 7:41:33 (46:18 pływanie, 4:11:43 jazda na rowerze; 2:40:52 bieganie);
  • Brytyjka Chrissie Wellington 8:18:13 (49:49 pływanie, 4:40:39 jazda na rowerze, 2:44:35 bieganie).

 Zdjęcie ze strony http://www.tri2b.com/640-e_53950,parentE_53881.html. Na zdjęciu Andreas Raelert z Chrisem McCormack'iem


Nie tylko oni ustanowili w Roth wspaniałe wyniki, także:
Sebastian Kienle (7:57:06), Julia Wagner (8:56:23) i Rebekah Keat (8:59:22).


Afery dopingowe nie wstrząsają triathlonem, ale też można być zdyskwalifikowanym, i to za co!
Zdyskwalifikowano Wiltshire'a Harry'ego z Wielkiej Brytanii za niesportowe zachowanie wobec Javiera Gomeza z Hiszpanii. Tego samego, który po wypadku rowerowym wygrał zawody ITU w Sydney.

A jeśli już jestem przy wypadkach, to wydarzeniem roku na pewno będzie wypadek Chrissie Wellington dwa tygodnie przed startem na Hawajach. Zwłaszcza w kontekście jej późniejszego zwycięstwa na tych zawodach. O Chrissie pisałem kiedyś tutaj.

Teraz o Armstrongu:
Zdjęcie ze strony http://www.cbc.ca/sports/moresports/story/2011/09/24/sp-cycling-armstrong.html. Przy okazji - ciekawy artykuł.


O podobnym sukcesie pewnie marzył Lance Armstrong, któremu, nie starczywszy sił na zawodowy peleton i po dość udanych maratońskich startach zamarzył się sentymentalny powrót do triathlonu. Wielokrotnie zapowiadany comeback w końcu miał miejsce i pewnie gdyby nie pech odbyłby się w wielkim stylu, a tak jest tylko ciekawostką. Lance zajął na zawodach XTERRA 23 miejsce, po dość spektakularnym wypadku, który miał miejsce na trasie.
Jak sam pisał: "Don't remember the last time I cracked a helmet. In fact, I don't remember much!".

Sympatyczny Chris “Macca” McCormack, sympatyczny, bo sam się o tym przekonałem w 2007 roku w Roth, gdzie wygrał zawody, zapragnął mocniej wryć się w pamięć swoich dotychczasowych fanów i pozyskać nowych. Otóż zamarzył mu się olimpijski medal. Na razie przekonuje się, że krótki wyścig i jazda z draftem jest czymś zupełnie innym, niż to w czym dominował w ostatnich latach. Jego najlepsze miejsce: 26-te.
Jednak sam start na igrzyskach w Londynie będzie wielkim jego sukcesem.

Podobne marzenia ma wymieniana powyżej Chrissie Wellington. Z tym, że ona stara się obstawić najpewniejsze dla siebie złoto w jeździe indywidualnej na czas.

Nie będzie pierwszą zawodniczką w historii, która dokona takiego mariażu. Historia zna nie takie wolty. I to nie tylko łączenia różnych dyscyplin na kolejnych igrzyskach; ale nawet z udziałem w igrzyskach letnich i zimowych!
Czytelnikom zostawiam to jako zagadkę do rozwiązania. Kto i kiedy, i w jakich konkurencjach?

***

W Polsce warto odnotować komercyjny sukces organizatorów zawodów triathlonowych w Suszu. W 2011 rozegrano tam Mistrzostwa Polski. W 2012 odbędą się w Radkowie.

Chciałbym jeszcze przypomnieć podsumowanie roku 2010 oraz nadmienić, że zrobione wówczas zestawienie najpoczytniejszych tekstów zostało zastąpione widżetem pokazującym to samo, a umieszczonym na dole tej strony ("najchętniej czytane").

Na koniec życzenia:
w 2012 roku Maratonowi Poznańskiemu życzę przekroczenia magicznej liczby 5 tyś. zawodników na mecie!


Pretendentom do tytułu Ironmana – uzyskania go, rzecz jasna, we Frankfurcie, a posiadaczom tego tytułu – kwalifikacji na Hawaje!

Wszystkich sportowcom-amatorom życzę w 2012 roku poprawy wyników, wyleczenia kontuzji i trzymania wagi!
I jak zawsze... niech wygra lepszy!

Brak komentarzy: