środa, 10 grudnia 2014

Akcenty treningowe w dekadach życia

Triathlon dla wielu jest bardzo atrakcyjnym sportem, dyscypliną złożoną z trzech konkurencji. Wielu zwykłych, „szarych” ludzi odnajduje w nim swoją ruchową pasję, w której potrafi się zatracić i przez wiele lat rozwijać i doskonalić.
Nie tylko jest to druga młodość, także trzecia i kolejne.
I życiowa młodość, i sportowa. 



Triathlon jest też mocno złożoną dyscypliną. Z jednej strony niesamowicie trudną motorycznie, z drugiej bardzo wymagającą technicznie. Wraz z latami stażu okazuje się, że tzw. "sprawy okołotreningowe" dotąd traktowane nieco po macoszemu i pobocznie takie jak: odżywianie, suplementacja, odpoczynek, strategie startowe, etc. - zaczynają mieć pierwszoplanowe znaczenie. 

Im jest się starszym i/lub z zasobniejszym portfelem, także ambitnym zawodnikiem chcącym wygrywać kategorie wiekowe, tym poszukiwania "pozamotoryczne" zaczynają być ważniejsze. Zaczynają się aktywne zmiany w życiu, za to niewiele zmienia się sam trening. Czy jest to dobre rozwiązanie?
Nie zawsze!



Sportowiec 30-letni.
Jest jeszcze w klubie sportowym. Rozwija się zgodnie z planami opracowanymi przez trenera. Zna swoje ulubione i najkorzystniej oddziaływujące metody i środki treningowe. Najczęściej współtworzy z trenerem swój plan i twórczo odnosi się też do planów startowych.
Przeznaczone dla niego w procesie treningowym bodźce są mocne, bardzo intensywne i wymagające przy minimalnym, acz niezbędnym czasie regeneracji. Wszelkie środki i metody są osiągalne i są wykorzystywane.
Organizm posiada dość dużą pojemność adaptatywną i może tolerować (kompensować) błędy metodyczno-motoryczne w całkiem sporym zakresie.
Wpływ obozów w różnych warunkach klimatycznych i ciśnieniowym, o odpowiednio długim czasie trwania, ma za zadanie spotęgować potencjał i pozwolić uzyskać jak najlepszy wynik w konkretnym miejscu i czasie.



Sportowiec 40-letni.
Dekada 40-latków jest mocno zróżnicowana. 
Jest to bardzo plastyczna (fizjologicznie i wysiłkowo) dekada osobistego rozwoju sportowego.
Te 10 lat to utrzymywanie wysiłkowego i wynikowego plateau dla kontynuujących karierę sportowców oraz dynamiczny rozwój wyników dla rozpoczynających sportową przygodę amatorów. 
W pierwszej połowie dekady wydaje się to banalne, ale już w drugiej takie nie jest.
Pierwszą część dekady może cechować mniej lub bardziej twórczo dostosowany trening stosowany jeszcze w wieku 30-stu paru lat, za to druga połowa dekady, to dający się odczuć spadek wydolności, dotyczący głównie mocy i intensywności wysiłku. Może być on kompensowany długością jednostek. Jednak w takim przypadku dużego znaczenia nabiera czas odpoczynku.
Z każdym kolejnym rokiem jest to czynnik ważniejszy.
Suplementacja, czynny  odpoczynek, masaże i rozciąganie powinny wchodzić w treningową rutynę.
Za to doświadczenie startowe, wiedza o największej skuteczności bodźców treningowych pozwala często 40-latkom trenować mniej, ale za to efektywniej. W takim przypadku utrzymanie wynikowego plateau nie nastręcza trudności.



Sportowiec 50-letni.
Jeśli kontynuuje karierę sportową z młodszych lat, to powinien się pogodzić z tym, że poprawa wyniku będzie już niemożliwa. 
Wszelkie myślenie rywalizacyjne powinno dotyczyć tylko zajmowanego miejsca w grupie. Tylko i aż tyle!
Intensywność sprzed lat jest już nieosiągalna, za to jeśli 50-latek dysponuje czasem, to treningi aerobowe może wykonywać prawie w nieskończoność.
Dużego znaczenia nabiera trening siłowy oraz rozciąganie. Tego już nie da się w żaden sposób skompensować.  Systematyczny trening uwzględniający rozwój (sic!) siły i elastyczności mięśni powinien bezwzględnie pojawić się i towarzyszyć od tego momentu już przez cały okres treningowy. Tak długo jak on będzie trwał.
Odpoczynek jest już pierwszorzędnym bodźcem w procesie trenngowym i może nie tylko obejmować „lżejszy tydzień” - jako mikrocykl, ale być też odpowiednio skonstruowanym mezocyklem, np. 2-tygodniowym, w którym jednostki lekkie odpowiednio będą przeplatały się z akcentami.
Wytrzymałość rowerowa spada najmniej w porównaniu do biegania i pływania, więc albo stawia się na jazdę na rowerze, albo utrzymuje poziom rowerowania i próbuje jak najbardziej opóźnić spadek możliwości wysiłkowych w pozostałych dwóch konkurencjach.



Sportowiec 60-letni.
Powoli trzeba zapominać o intensywnych treningach (nie znaczy to, że trzeba ich zaniechać - wręcz przeciwnie), a i długie zaczynają bardziej przypominać wycieczki niż treningi tlenowe.
Warto utrzymać częste treningi siłowe i rozciągające.
Już nie tylko odpoczynek jako oddzielny mikrocykl, ale warto mieć w ogóle dzień lub nawet dwa całkowicie wolne i poświęcone regeneracji i odpoczynkowi.
Jakość snu, jedzenia, suplementacji ma pierwszorzędne znaczenie.
Poranny rozruch zmniejszający bolesność stawów czy mięśni, kąpiele ciepłe i hartujące - zimne, to fizykalna rutyna 60-latka.
Świadomość niedostępności wielu złożonych ćwiczeń i braku rozwoju wynikowego powinna być już trwale wpojona w umysł.
Także rezygnacja z podejmowania ryzyka, zwłaszcza w czasie treningów, a także zawodów. Gojenie się ran, czy urazów powypadkowych, w ogóle - wszelkiego rodzaju kontuzji jest już mocno rozciągnięte w czasie i nie warto poświęcać tygodni na leczenie.



Sportowiec 70-letni.
Ha!
Jeśli dotrwałeś do tego momentu życia, że jesteś w stanie ścigać się na zawodach i dotrzeć w limicie czasu do mety, to znaczy, że żadne moje uwagi nie są potrzebne.
Postępuj tak dalej, a ja życzę Tobie sukcesów w tej dekadzie, następnej, następnej, następnej….


***

Itd, itp, aż przekroczysz 100 lat


O wyczynie 104-latka (na zdjęciu powyżej) pisałem na Tumblr'erze

Brak komentarzy: