środa, 30 lipca 2014

Szczęście w sporcie

Temat wielowątkowy i obszerny. 
Właściwie to powinien brzmieć "bycie szczęśliwym przez sport", bo nie będzie w dzisiejszym tekście o tzw. farcie, niezbędnym w sporcie, błyskawicznym kalkulowaniu i podejmowaniu ryzyka w celu odniesienia zwycięstwa, ale o szczęściu rozumianym jako... właśnie, jako co? 
Czym jest szczęście?


Wg Wikipedii: Szczęście jest emocją (!), spowodowaną doświadczeniami ocenianymi jako pozytywne.

Skoro jest emocją, to sport jest doskonałą dziedziną do obserwacji, analizy, oceny szczęścia, ale czy ktokolwiek widział kiedykolwiek szczęśliwych sportowców?

Od razu zastrzegę, że rozważania które prowadzę dotyczą tylko i wyłącznie sportowców dyscyplin indywidualnych, wytrzymałościowych.

Wracając do pytania o widzenie szczęśliwego sportowca: czy ktokolwiek widział szczęśliwego sportowca? 
Na mecie - jak najbardziej!
Na mecie - tak!



Ale potem?
Każdy (sic!) kręci nosem i ma poczucie niedosytu, takiej „małej przegranej”. Wie, że mógłby zrobić coś lepiej, szybciej, sprawniej, mocniej, przetrzymać kryzys, wysilić się bardziej, etc.
Po minięciu mety nie ma siły celebrować zwycięstwa, po odpoczynku emocje są już wyciszone i stonowane. Sukces przechodzi w powszedniość.
Ale szczęście pozostaje.
Pozstaje?



Jak to zatem jest być szczęśliwym sportowcem?
Czy tylko pierwsze miejsce lub/i życiówka powodują szczęście?
Czy są też inne czynniki wpływające na szczęście sportowca, szczególnie sportowca amatora, który nie żyje w szklanej bańce sportu profesjonalnego, zawodowego, z pełnym wsparciem uczonych ludzi, ale zmaga się z codziennością.

Wielcy świata sportu (nie wszyscy) nie dają sobie rady z sukcesem, ze sławą, z presją fotoreporterów, uwielbieniem fanów, etc.
Spotyka ich wiele "nieprzyjemności".
  1. Sukces i sława paradoksalnie są przyczyną hazardu, alkoholizmu, depresji, sięgnięcia po narkotyki, a chwilowa euforia tylko na chwilę zagłusza poczucie nieszczęścia; niezmiernie rzadko, ale prowadzi (najczęściej przez depresję) do śmierci w przekonaniu wyobcowania, a do tego często przyczynia się porażka w zawodach lub strach przed nią.
  2. Powtarzalność jednostek treningowych prowadząca do poczucia jałowości, którego nie jest w stanie zrekompensować efemeryczny entuzjazm wynikający z zajęcia planowanego miejsca, uzyskania planowanego wyniku.
  3. Zawody, których efektem jest przegrana. Ach, rujnująca życie przegrana! Zwłaszcza przy rzadkich startach, po wielomiesięcznych przygotowaniach, długim wyczekiwaniu, niczym nieuzasadnionej, ale rozpalonej nadziei sukcesu, etc.
  4. Zmęczenie do przetrenowania włącznie i zwątpienie w siebie, trenera, system szkolenia, itp.
  5. Brak akceptacji środowiska (rzadko), ale za to dość często brak zrozumienia w najbliższym otoczeniu, szczególnie w rodzinie - typ charakteru może nie ułatwiać tego, bo mentalność zwycięzcy jest zupełnie inna od „brata-łaty”, choć tacy też się zdarzają.

Nie są to wszystkie przeszkody stojące na drodze do szczęścia w sporcie. I jak z powyższego wynika można podzielić je na dwie duże grupy:
  • związane bezpośrednio z uprawianą dyscypliną,
  • przynależne codziennemu życiu.

Do pierwszej grupy należy przypisać problemy z punktu: 2, 3, 4, a także 5, 
a do drugiej z punktu 1 oraz 5.

Z problemami grupy pierwszej radzić można sobie:
  • rozmawiając szczerze z trenerem, z własnego doświadczenia wiem, że ta sztuka wielu zawodniczkom i zawodnikom się nie udaje, osoby takie nie chcą zburzyć domniemanego wizerunku własnej osoby, boją się odkryć własne obawy, słabości, nie dość, że mocno to utrudnia proces treningowy, to na dodatek zawsze (sic!) prowadzi do napięć i konfliktów; szczera rozmowa z reguły zawsze wpływa na zmianę procesu treningowego;
  • rozmawiając i dzieląc się przeżyciami z koleżankami i kolegami z grupy treningowej (wsparcie grupy, jej doświadczenia, humor, bagatelizowanie i wyolbrzymianie powoduje, przy otwartości, nabranie odpowiedniego dystansu i rozproszenie obaw, lęku, wzmocnienie swojej "psyche") - dlatego zawsze podkreślam o ważności przynależności do grupy, szczególnie w sportach indywidualnych; współdzielenie przeżyć zwielokratnia pozytywne, pomniejsza negatywne;
  • znajdując wsparcie w rodzinie; bez tego wsparcia jest niezmiernie trudno cokolwiek uczynić.

A co ze szczęściem przez pryzmat punktów 1 i 5?
Zostawmy w tym miejscu zmagania największych myślicieli, którzy usiłowali odpowiedzieć na pytanie "czym jest szczęście", a zastanówmy się razem ze współczesnymi naukowcami "jak być szczęśliwym".

Oto lista, swoisty dekalog, który został niedawno opublikowany, i który odpowiada na postawione pytanie "jak być szczęśliwym":
  1. Uświadomić sobie, że na wszystko ma się czas.
  2. Wysypiać się.
  3. Spędzać więcej czasu z rodziną, przyjaciółmi, znajomymi.
  4. Wychodzić na zewnątrz.
  5. Pomagać innym.
  6. Uśmiechać się.
  7. Planować podróż.
  8. Medytować.
  9. Mieć blisko do pracy.
  10. Praktykować wdzięczność.

Jak to się ma do sportu?
Oto moja propozycja:
  1. Uświadomić sobie, że na wszystko ma się czas - czas na trening można zawsze wygospodarować. Trzeba zburzyć dotychczasowe przyzwyczajenia, ale nie jest to niemożliwe.
  2. Wysypiać się - bezwzględnie musisz mieć czas na regenerację; czasami nawet kosztem treningu.
  3. Spędzać więcej czasu z rodziną, przyjaciółmi, znajomymi - ciężki trening mocno ogranicza życie towarzyskie, stąd potrzeba wsparcia w grupie lub mocnego oparcia w rodzinie.
  4. Wychodzić na zewnątrz - z tym akurat sportowcy sportów wytrzymałościowych nie mają problemów.
  5. Pomagać innym - bądź otwarty na innych. Podpowiedz, doradź, przytrzymaj, podziel się, rozmawiaj! 
  6. Uśmiechać się - nie myl tego z grymasem twarzy, po prostu się uśmiechnij; przywołaj miłe zdarzenie lub zabawne i się uśmiechnij.
  7. Planować podróż - zawody w egzotycznym lub pożądanym miejscu (np. Hawaje) pozwolą skupić uwagę na czymś innym, pozwolą zogniskować uwagę na czymś pożądanym, wyśnionym, oczekiwanym. Potęga marzeń jest wielka.
  8. Medytować - refleksja nad treningiem, wieczorna, przed snem lub przy wypełnianiu dzienniczka treningowego. Znajdź chwilę czasu by zrobić to refleksyjnie, a nie mechanicznie przekopiować dane.
  9. Mieć blisko do pracy - biegacz, kolarz z tym nie ma problemu, najczęściej wychodzi za próg domu i już jest na treningu. Gorzej ma np. pływak, który musi pokonać wiele kilometrów, przejechać przez zakorkowane miasto, etc., to nie ułatwia treningu i powinno się poszukać miejsca bliższego do treningu lub sprawniejszego rozwiązania komunikacyjnego.
  10. Praktykować wdzięczność - ciesz się udziałem, podziękuj organizatorom, podziękuj kibicom, rywalom. Odnajduj drobne przyjemności w codziennym treningu. Ludzie religijni mają w tej dziedzinie nieco łatwiej.

***

Do rozważań o byciu szczęśliwym sportowcem wrócę pewnie w kolejnej części i rozwinę powyższe 10 punktów,
bo bycie szczęśliwym można wypracować!




Brak komentarzy: