poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Jak się zostaje triathlonistką

Tytuł „żeński” wprowadzi nas dzisiaj w obszar przygotowań kobiecych.

Będzie o tym jak pasja zostaje w rodzinie i przechodzi z osoby na osobę.

Parę lat temu, to ja godziłem trenerską pracę i trening wraz ze  startami; obecnie już tego robić nie muszę - zamieniłem się w „triathlonową wdowę” za sprawą żony, która, mimowolnie wsiąkała przy mnie w triathlon, wsiąkała... aż w końcu, gdy odstawiłem rower do kąta i piankę do szafy, nie musząc już dbać o moje pełne zabezpieczenie, przejęła pasję i postanowiła odnaleźć swoje miejsce wśród triathlonowej braci.

Jak do tego doszło?



Cóż, trzeba zacząć od smutnej refleksji, a chodzi mi tylko w tym momencie o wagę ciała, zapuściła się i zaniedbała przy mnie.
Ja z miesiąca na miesiąc nabierałem krzepy, sił i poprawiałem wyniki, Kasia równolegle do mnie przybierała na wadze.

Ja, człowiek sportu, wszechstronnie przygotowany i z wieloma umiejętnościami miałem w domu żonę, która nie potrafiła pływać!

Aż nadszedł ten moment, gdy wskazówka wagi pokazała więcej Katarzynie niż Dariuszowi, trzeba było zacząć działać. Po poważnych dyskusjach postanowiliśmy rozpocząć program, obrazowo nazwany (ale post factum, co wiąże się z podjętą niedawno decyzją małżonki): „droga z kanapy do Ironmana”.

Cel został wyznaczony, ramy czasowe nakreślone, nadeszła pora działania.

Zaczynamy!


Przygotowania przebiegały w dwóch dziedzinach równolegle:

  • motoryki 
  • żywienia

Pierwszy obszar, to przede wszystkim nauka pływania; drugi drastyczne zmiany w odżywianiu.

Od czego zacząć?
Co najpierw chcesz przeczytać?
Program treningowy czy zmiany żywieniowe?

Żywieniowe! Wiedziałem!

Nie będę zanudzał książkowym wywodem, a streszczę w kilku przydatnych radach.


Przede wszystkim w życie weszła rada, której udzielam każdemu zawodnikowi mającemu problem z nadwagą (98% przypadków):
TNIJ CUKIER
a tak naprawdę pozbądź się go całkowicie na jakiś czas i nie chodzi mi tu o białe kryształki, bo takich nie używaliśmy od wielu lat,
chodzi o wszelkie przejawy cukru, np. w mleku, w owocach (potem wrócą do posiłków), etc.
To co słodkie jest zakazane.

Tłuszcze zwierzęce też są zabronione wraz z olejami, ale nie oliwa z oliwek, której używa się i to całkiem sporo.

Odstawione zostało najbardziej zmienione produkcyjnie białko zwierzęce: wieprzowina i kurczaki.

Jednym słowem był to bardzo restrykcyjny, wykluczeniowy sposób odżywiania i, uwaga!, dopiero po prawie 3 (trzech!) miesiącach zaczął przynosić rezultaty.

Ciężar ciała malał, aż zmniejszył się o ok. 25% (okrzyki zdumienia w tym miejscu są jak najbardziej wskazane).

Bez szkody dla organizmu i z ciągłym progresem wysiłkowym, bo trening trwał.

Zazwyczaj nie powinno się tak postępować. Wykluczenia nie powinny obejmować tak szerokiego spektrum pokarmów, ale sytuacja była nagląca, no i jeszcze kilka asów z rękawa też wyciągnąłem, ale te pozostawię sobie jako wypracowaną tajemnicę trenerską.

Sprawę ciężaru ciała mamy załatwioną, pora na metodykę.


Uff! Nauka pływania.
Dość szybko stało się jasne i tak to ustaliliśmy, że Kasia nauczy się pływać u kogoś (bo z mężem to prowadzi się negocjacje, a nie wykonuje zadane ćwiczenia), a ja potem sprawię, że będzie pływała na odpowiednim poziomie.

Wielomiesięczne zajęcia nauki pływania pokazały, że moja żona, niestety, jest bardzo odporną osobą na tę formę przemieszczania się. Wszystkie strachy i lęki świata skumulowały się w niej i uaktywniały pod wpływem wody dotykającej ciała.
Na dodatek ci którzy uczyli ją pływać…, hmm…, trzeba było czasami przerwać naukę (rezygnacja ze szkoły/instruktora) lub dokończyć ją z mocnym postanowieniem, że wpojone błędy w przyszłości się skoryguje. 
Aż, w końcu trafiając do odpowiednich nauczycieli, zaczął się mozolny postęp. 

Gdy zacząłem ingerować w pływanie wyniki Kasi zmieniły się z 4 minut na 100 m (tak, nie ma błędu w tym równaniu) do 3 minut na 100 m i wreszcie mieliśmy punkt zaczepienia i mamy nad czym pracować w nadchodzącej zimie. 
Pływa zadowalająco szybko, wie o czym do niej mówię i przestała dyskutować stojąc przy słupku na basenie. Dzięki!

Szczęśliwie z dwoma pozostałymi konkurencjami takich problemów nie było.



Schemat przygotowań zimowych był następujący:

  • pn - R + B (szybko i intensywnie, obie konkurencje)
  • wt - ćwiczenia siłowe + R
  • śr - P
  • cz - ćwiczenia siłowe + B
  • pt - wolne
  • so - P / B (wybieganie)
  • nd - R + B (długi rower + długi bieg)

wiosennych:

  • pn - wolne
  • wt - R + B (krótkie, mocne, interwałowe)
  • śr - P
  • cz - ćwiczenia siłowe + B lub R
  • pt - B (długie)
  • so - P (wo - jak się da) / R (długi)
  • nd - R (długi, jak w so) + B (długi bieg)

przedstartowych:

to był bardzo specyficzny miesiąc z tego względu, że tak naprawdę nie udało się wejść do wód otwartych, bo pływanie na wrocławskim kąpielisku, mimo mętnej wody i piaszczysto-mulistego dna, było raczej przełamywaniem lęków niż treningiem pływackim.

W związku z tym ostatnie tygodnie zostały podzielone na trzy okresy, podczas których była wykonana praca tylko w jednej konkurencji.

  1. Zaczęliśmy od tygodnia biegowego w górach, 
  2. przez tydzień rowerowy w domu, 
  3. a kończyliśmy tygodniem w Wolsztynie pływając w docelowym zbiorniku, na docelowej trasie.


I teraz pozwolę sobie na drobną uwagę skierowaną do "tzw. trenerów”: przeczytajcie uważnie powyższe mezocykle i zobaczcie jak wygląda INDYWIDUALNE przygotowanie, które nie zawsze stojąc w zgodzie z "regułami gry” pozwala osiągnąć to co jest najważniejsze w sporcie:
maksimum efektów przy minimalnych nakładach




Teraz pora na weryfikację, podanie „twardych”, czyli mierzalnych i porównywalnych danych:

PolskaMan 
Triathlon Wolsztyn 
22 sierpnia 2015

113 km (1,9 - 90 - 21,1)
Katarzyna Lipiec-Sidor 
Gen.: 4 miejsce, kat. - K40 - 2 miejsce

P - 1:01:14
R - 2:58:59
B - 2:09:35

Czas mety: 6:17:52

I to był DEBIUT.
Moim zdaniem nadzwyczaj udany!


Brawa!

***

Niniejszy tekst - jego wszystkie części nie metodyczne, czyli wspomnieniowe, refleksyjne, etc., także zdjęcia zostały umieszczone za pełną zgodą i przyzwoleniem mojej małżonki.

1 komentarz:

dario_7 pisze...

Kasia jest przykładem na to, że nie ma rzeczy niemożliwych! Jestem pod wielkim wrażeniem i jeszcze raz gratuluję Wam obojgu tego Sukcesu! Uwielbiam takie wydarzenia!!! Gorące pozdrowienia! :)