piątek, 9 stycznia 2009

Zimowe triathlony i wieloboje

Zima 2009 to czas tradycyjnego (chyba tak, bo to już drugi rok!) organizowania Zimowych Wielobojów Koleżeńskich przez Grupę IM 2010.
Organizuje je z odpowiednim rozmachem Warszawa.
Organizuje Wrocław (relacja sprzed roku).
Organizuje je każdy sympatyk Projektu IM 2010. Nawet tylko dla siebie.



Wśród nowości organizacyjnych pojawia się rowathlon, czyli taki triathlon, w którym pływanie zostaje zastąpione wiosłowaniem.
Wiosłowaniem na ergometrze wioślarskim, dzięki czemu umiejętność pływania nie jest wymagana, a można się już zapoznać, "w boju", z wymaganiami dyscypliny.
We Wrocławiu będą dwa takie koleżeńskie i zimowe rowathlony jako wprowadzenie do „Odra Challenge” – letniej imprezy przygotowywanej z odpowiednim zadęciem!

Wróćmy o zimy.
Do nudnych, mozolnych dni treningowych i zastanawianiu się nad sensem trenowania i poszukiwania odpowiedniej motywacji.

Dzisiaj wspomnienie motywacyjne (wcześniejsze o Scottcie Molinie) o I Warszawskim Triathlonie Zimowym.

Tak, tak. Już coś takiego było!

Pora na krótkie streszczenie.
Tekst pochodzi najprawdopodobniej z Przeglądu Sportowego (lub Rekreacji Fizycznej) z 1987 roku i jego autorem jest Sławomir Myrcha.



Już zdanie wprowadzające brzmi szumie, patetycznie i huraoptymistycznie:
Triathlon przestał być fanaberią grupki szaleńców, stał się ogarniającą cały kraj modą...

Niezłe!
Podobnych zwrotów w całym tekście jest więcej.
To im poświęcę trochę miejsca przy okazji streszczając artykuł.

Kolejny cytat:
Morderczy wysiłek musi być poparty gigantycznymi pokładami ambicji, która nie pozwala zejść z trasy póki nogi jeszcze niosą, a płuca pozwalają złapać oddech.

Przestroga:
(...) można się solidnie przewietrzyć. Dla mniej wytrenowanych, a chcących ukończyć trasę triathlonu kontakt ze środowiskiem może potrwać kilkanaście godzin.


Teraz trochę odwołania historycznego:
Idealny triathlonista powinien pływać jak Salnikow, pedałować w tempie Mosera i biegać jak Carlos Lopes.
Czy wiecie kim oni byli?
Czy ktoś jeszcze ich pamięta?
I dlaczego tylko Lopes zasłużył na dodanie mu imienia?

Potem autor przypomina wydarzenie z Poznania inaugurujące tę dyscyplinę w Polsce. Oraz przypomina jak w 1986 roku 14 zawodników z Polski i Holandii ścigało się na dystansie:
  • 15 km biegu narciarskiego,
  • 80 km crossu rowerowego,
  • 41 km biegu na panczenach.



Dowodem na wzrost popularności triathlonu jest udział 48 zawodników w I WTZ z tak odległych miejsc jak: Zakopanego, Wolina, Giżycka i Opola.

Start odbył się o godz. 11.00.
Tylko przenikliwe zimno (-15 stopni C) psuło nastrój estetycznej uczty.

Rywalizacja odbywała się na następujących dystansach:
  • 2,5 km na łyżwach ze startu wspólnego,
  • 12,8 km wyścigu kolarskiego,
  • 3,6 km biegu.

Sprzęt wykorzystany przez zawodników był różnorodny.
Nawet bardzo.
Oto co o swoich łyżwach powiedział Jerzy Cieślak (4 triathlony, 5 maratonów):
Dostałem je w 1938 roku jako prezent gwiazdkowy. Służą mi dobrze do dziś.



Zwycięzca, Jarosław Chojnacki, wygrał zawody w czasie 46 minut i...
Otrzymał w nagrodę piękny puchar oraz przepastnej pojemności plecak firmy KANGAROO.

Ech, kiedyś to były czasy!
A to ledwie ponad 20 lat temu.

Brak komentarzy: